Prawo

Koniec uników pod płaszczem algorytmu. Przełomowy wyrok sądu w Monachium uderza w Google AI Overviews

Google nie może już chować się za parawanem neutralnego pośrednika. Sąd Okręgowy w Monachium uznał, że gigant z Mountain View ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za treść generowaną przez funkcję AI Overviews. To orzeczenie rozbija dotychczasową linię obrony korporacji technologicznych, które traktowały „streszczenia AI” jako niewinne narzędzie wyszukiwawcze.

Dlaczego to ważne właśnie teraz? Spór o AI Overviews wszedł w fazę, w której nie chodzi już wyłącznie o to, że wydawcy tracą ruch na stronach. Teraz stawką jest odpowiedzialność prawna za błędy automatów. Wyrok zbiega się w czasie z potężną ofensywą regulacyjną: 9 grudnia 2025 roku Komisja Europejska wszczęła formalne postępowanie antymonopolowe przeciwko Google. Bruksela sprawdza, czy firma nie nadużywa swojej dominacji, karmiąc modele AI treściami wydawców bez ich zgody.

Google odpowiada za własne słowa

Precedensowy wyrok w Monachium dotyczył dwóch wydawców, których systemy Google bezpodstawnie powiązały z oszustwami i naciąganiem na subskrypcje. Sąd orzekł, że streszczenia AI nie są jedynie listą linków, lecz autonomicznymi wypowiedziami korporacji. Skoro Google decyduje się zastąpić odsyłacze do źródeł własnym podsumowaniem, musi liczyć się z pełną odpowiedzialnością redakcyjną. Argumentacja giganta, jakoby to użytkownik miał obowiązek weryfikować fakty po automacie, została uznana za bezzasadną.

Halucynacje z konsekwencjami prawnymi

W toku rozprawy wyszło na jaw, że algorytm dopuścił się klasycznej „halucynacji”. Pomieszał fakty o uczciwych firmach z informacjami o zupełnie innych, nierzetelnych podmiotach. Co najistotniejsze: w źródłach, na które powoływało się AI, nie było ani słowa o rzekomych przestępstwach powodów. Google stworzyło nową, kłamliwą narrację. Użyło sformułowań w stylu: „Tak, firma X jest znana z wątpliwych praktyk”, co nadało kłamstwu strukturę wiarygodnego ostrzeżenia.

Problem jest systemowy. Choć modele takie jak Gemini obiecują wysoką poprawność, przy miliardach zapytań generuje to miliony błędnych odpowiedzi w każdą godzinę. European Publishers Council w swojej skardze wprost zarzuca firmie, że „AI Overviews są wykorzystywane w sposób naruszający dominującą pozycję na rynku wyszukiwania”. Platforma próbuje gasić pożary, twierdząc, że przekierowuje miliardy kliknięć na zewnętrzne strony, ale dane AlgorithmWatch pokazują coś innego: AI często skutecznie zasłania linki do źródeł.

Globalne reperkusje dla branży

To nie jedyne kłopoty technologicznych gigantów w Niemczech. 11 listopada 2025 roku zapadł inny kluczowy wyrok – organizacja GEMA wygrała z OpenAI w sprawie tekstów piosenek serwowanych przez ChatGPT. Sąd nakazał wówczas zaprzestanie bezprawnego generowania treści i wypłatę odszkodowań.

Wyrok z Monachium to jasny sygnał dla twórców ChatGPT czy Perplexity: czas bezkarnego parafrazowania internetu mija. Jeśli orzeczenie utrzyma się w wyższych instancjach, Google i inni dostawcy usług będą musieli drastycznie zmienić systemy kontroli jakości. Jeśli algorytm skłamie, firma zapłaci jak wydawca gazety. Skończył się czas darmowych obiadów kosztem prawdy i cudzej pracy.