Demokratyzacja prawa czy paraliż systemu? AI zalewa amerykańskie sądy federalne
Amerykański wymiar sprawiedliwości stanął w obliczu kryzysu, którego nikt nie przewidział w planach budżetowych. Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców z MIT oraz University of Southern California (USC) ujawnia drastyczny wzrost liczby pozwów składanych bez udziału profesjonalnych pełnomocników. Zjawisko to, nazywane statusem „pro se”, przez dekady utrzymywało się na stabilnym poziomie około 11 proc. spraw cywilnych. Jednak wraz z upowszechnieniem dużych modeli językowych, takich jak ChatGPT czy Claude, współczynnik ten gwałtownie skoczył do blisko 17 proc. w roku fiskalnym 2025.
Dlaczego to jest ważne teraz
Sytuacja w sądach federalnych stała się krytyczna, ponieważ technologia wyprzedziła literę prawa. Podczas gdy obywatele masowo generują pozwy, orzecznictwo wciąż krąży wokół definicji człowieka. W 2025 roku Sąd Apelacyjny Dystryktu Kolumbii w sprawie Stephena Thalera ostatecznie potwierdził, że autorem może być wyłącznie istota ludzka. Ta luka między prawnym statusem AI a jej praktycznym zastosowaniem do produkcji pism procesowych tworzy administracyjną próżnię, w której sądy toną pod falą dokumentów nieobjętych żadną ochroną autorską.
Algorytmiczne pismo procesowe
Analiza 4,5 miliona spraw cywilnych oraz milionów wpisów w rejestrze PACER nie pozostawia złudzeń: bariera wejścia do sądów federalnych, dotychczas uważanych za najbardziej elitarne, została przełamana. Pozew, który wcześniej wymagał tysięcy dolarów na prawnika, dziś powstaje w kilka sekund. Efektem jest niemal dwukrotny wzrost liczby samodzielnych zgłoszeń w porównaniu do ery przed AI. Naukowcy, korzystając z detektorów tekstu, ustalili, że już co piąty pozew zawiera treści wygenerowane przez maszyny.
Skok aktywności koncentruje się w obszarach, gdzie procedura opiera się na schematach: sporach kredytowych, prawach obywatelskich czy sprawach imigracyjnych. W dystrykcie Vermont liczba pozwów „pro se” wzrosła z kilkudziesięciu do ponad tysiąca rocznie. Powód? Użytkownicy Reddita odkryli, że Microsoft Copilot potrafi sprawnie napisać wniosek o nakaz działania (mandamus), zmuszając urzędy do procedowania wniosków o zieloną kartę. Krótkie instrukcje, kontrola przez freelancera z Fiverr i system, który miał filtrować pieniactwo kosztami, zaczyna trzeszczeć w posadach.
Widmo administracyjnego zawału
Dla sędziów technologia staje się egzystencjalnym zagrożeniem. Sprawy prowadzone przez AI generują o 158 proc. więcej wpisów do akt w ciągu pierwszego półrocza niż tradycyjne postępowania. Każdy dokument – nawet jeśli jest wypełniony halucynacjami algorytmu – musi zostać przeczytany i skatalogowany. Sędzia Patrick J. Schiltz z Minnesoty niedawno oddalił sprawę powoda, który dostarczył 50 załączników przygotowanych przez ChatGPT. Cała „synteza orzecznictwa” okazała się fikcją.
Paradoksalnie, problem nie dotyczy tylko amatorów. Kancelarie prawne również zwiększyły produkcję dokumentów o blisko jedną czwartą. Prowadzi to do wyścigu zbrojeń na pisma procesowe, w którym przegranym jest budżet państwa i przepustowość sądów. Co istotne, technologia wykazuje się dużą precyzją – testy z 2025 roku pokazały, że najnowsze modele językowe w 100 proc. przypadków wskazywały rozwiązanie zgodne z literą prawa, podczas gdy sędziowie federalni osiągnęli wynik 52 proc.
Szukanie wyjścia z impasu
Mimo biurokratycznego chaosu, eksperci dostrzegają w tym zjawisku drugie dno. Istnienie tzw. „luki sprawiedliwości” (justice gap) jest w USA faktem – miliony obywateli nie mają szans na obronę praw ze względów finansowych. Jak podkreśla Tomasz Zalewski, radca prawny: „AI może być wykorzystywana jako narzędzie wspomagające pracę sędziego, mogłoby odciążyć go w analizie akt, wyszukiwaniu orzecznictwa, przygotowywaniu projektów uzasadnień czy weryfikacji pism”.
Wśród proponowanych rozwiązań dominuje adaptacja. Część specjalistów sugeruje, że zamiast walki z postępem, należy stworzyć sądy „niskokosztowe”, w których najprostsze spory rozstrzygną algorytmy. Jednak dopóki U.S. Copyright Office systemowo odmawia rejestracji dzieł maszynowych, uznając, że AI to jedynie narzędzie porównywalne do pędzla, status tych dokumentów pozostanie niepewny. Bez systemowych zmian federalny wymiar sprawiedliwości nie wytrzyma naporu nieskończenie taniej produkcji dokumentów cyfrowych.
