Prawo

Urzędnik przed ekranem AI: luka prawna i ryzyko dyscyplinarne w polskiej administracji

Z raportów płynie jeden wniosek: polska administracja przesiada się na modele językowe, nie czekając na zielone światło od ustawodawcy. Zjawisko to ma charakter masowy i oddolny, co stwarza wybuchową mieszankę braku procedur i codziennej wygody. Według danych NASK 77 proc. pracowników sektora publicznego przyznaje, że ma styczność z technologią AI przynajmniej raz dziennie, a blisko połowa wykorzystuje ją bezpośrednio do redagowania dokumentów.

Algorytmiczna codzienność bez twardych ram

Polska administracja publiczna de facto przeskoczyła etap teoretycznych dyskusji i weszła w praktykę. Urzędnicy traktują narzędzia generatywne jako standardowe wsparcie. To naglący problem, ponieważ prawo nie nadąża za rzeczywistością. Jak wynika z raportu Watchdog Polska, w ponad 200 przebadanych instytucjach brakuje jasnych, wewnętrznych zasad korzystania z tych narzędzi.

Urzędnicy używają algorytmów głównie do weryfikacji faktów (59 proc. badanych) oraz pisania pism, co rodzi fundamentalne pytania o bezpieczeństwo danych. Sytuacja ta zmusza rząd do szybkich reakcji, ponieważ obecna „szara strefa” ubezwłasnowolnia systemy kontrolne państwa.

Odpowiedzialność, której nie przejmie kod

Wygoda pracy z botem zderza się z twardą rzeczywistością prawną. „Urzędnicy posługujący się AI muszą się spodziewać konsekwencji, łącznie z odpowiedzialnością dyscyplinarną” – cytuje dyrektorów generalnych administracji rządowej Dziennik Gazeta Prawna. Każda błędna decyzja przygotowana przez model językowy obciąża człowieka, nie maszynę.

Głównym punktem zapalnym jest RODO. Wprowadzanie nazwisk, adresów czy numerów PESEL do zewnętrznych modeli w celu wygenerowania decyzji to prosta droga do złamania przepisów o ochronie prywatności. ChatGPT i podobne systemy komercyjne pozostają narzędziami trzecimi, nad którymi państwo nie ma nadzoru technicznego ani prawnego.

Państwo w fazie audytu i własnych modeli

Administracja próbuje odzyskać kontrolę. MSWiA prowadzi obecnie audyt, zbierając dane o tym, jak i do czego urzędnicy zaprzęgają algorytmy. Szefowa służby cywilnej Anita Noskowska‑Piątkowska rozesłała już wytyczne ostrzegające, że „AI nie może zdejmować z urzędników odpowiedzialności za prawidłowe wykonanie zadań”.

Rozwiązaniem problemu zależności od zagranicznych modeli mają być rodzime projekty. Rząd wydał do tej pory 33 mln zł na rozwój technologii, w tym na polskie modele językowe PLLuM i Bielik, które docelowo mają pracować w bezpiecznej infrastrukturze publicznej. Ministerstwo Cyfryzacji planuje również uruchomienie AI HUB Poland oraz wirtualnego asystenta w aplikacji mObywatel. Do tego czasu urzędnicy muszą jednak pamiętać, że każdy monit wpisany do AI może stać się podstawą postępowania dyscyplinarnego.