Koniec z dreptaniem w miejscu. Connecting the Future ma rzucić polskie AI na głęboką wodę
Polska w świecie sztucznej inteligencji przypomina genialne dziecko, które boi się wyjść z piaskownicy. Zamiast lądowania na Księżycu, o którym marzą polscy matematycy, mamy serię drobnych, asekuracyjnych kroczków i systemowe rozproszenie potencjału.
Architekci nowej struktury
Inauguracja fundacji Connecting the Future w Warszawie to próba zakończenia tego marazmu. Cel jest brutalnie prosty: scalić naukę, biznes i sektor publiczny w jeden, sprawnie działający organizm. Nie chodzi o budowę kolejnego biurowca, ale o stworzenie sieci połączeń tam, gdzie dotychczas panowała cisza radiowa.
Fundacja nie startuje z pustymi rękami. Za jej plecami stoi Rada Naukowa złożona z 26 najbardziej rozpoznawalnych nazwisk polskiej sceny technologicznej. W składzie znaleźli się m.in.:
- Piotr Sankowski (twórca IDEAS NCBR),
- Włodzisław Duch,
- Przemysław Biecek,
- Joanna Jaworek-Korjakowska.
Koniec z krótką smyczą grantową
Największym grzechem polskiego systemu innowacji jest krótkowzroczność. Granty na dwa lub trzy lata zabijają naukę, która wymaga czasu na błąd i ryzyko. Fundacja postuluje radykalną zmianę: długoterminowe finansowanie, które pozwoli badaczom skupić się na przełomach, a nie na wypełnianiu tabelek w Excelu co kwartał.
To gra o wysoką stawkę. Bez stabilizacji finansowej nasze talenty – od licealistów ze Staszica po doktorantów – będą nadal zasilać laboratoria w Dolinie Krzemowej lub Zurychu.
Sceptycyzm jest wskazany, ale stawka jest zbyt wysoka
Czy jedna fundacja naprawi dekady zaniedbań w komercjalizacji polskiej myśli technicznej? Samo usieciowienie 14 uczelni to logistyczny Mount Everest. Jednak diagnoza Joanny Szczegielniak, prezes zarządu, jest trafna: polskie uczelnie solo są zbyt słabe, by skutecznie wyrywać fundusze z Brukseli w starciu z zachodnimi gigantami.
Kreatywność to nasze jedyne paliwo.
Jeśli Connecting the Future uda się pełnić rolę sprawnego brokera między sterylnym światem akademickim a drapieżnym biznesem, mamy szansę przestać być tylko zapleczem taniego kodu. Prawdziwym testem będzie jednak to, czy za deklaracjami o „podróży w kosmos” pójdą realne mechanizmy ochrony IP (własności intelektualnej), które zatrzymają zyski z polskiej inteligencji wewnątrz kraju.
