Indyjski sąd staje po stronie OpenAI. Prawa autorskie nie zatrzymają treningu maszyn
Agencja informacyjna Asian News International (ANI) nie zdołała zablokować działań OpenAI przed sądem w Delhi. Sędzia Amit Bansal oddalił wniosek o tymczasowy zakaz wykorzystywania treści wydawcy, co stanowi pierwszy tak wyraźny sygnał, że indyjskie prawo może być wyjątkowo przyjazne twórcom algorytmów. Choć główny proces potrwa prawdopodobnie lata, OpenAI wygrało kluczową bitwę o prawo do „czytania” internetu.
To orzeczenie ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości globalnych regulacji technologii. Sąd w Delhi uznał, że samo przechowywanie oryginalnych dzieł na potrzeby treningu modeli AI nie musi być kradzieżą. Według sędziego proces ten wpisuje się w sekcję 52(1)(a) indyjskiej ustawy o prawie autorskim, która chroni użytek prywatny i badawczy. To interpretacja, która stawia interes technologicznego postępu przed tradycyjnie rozumianą ochroną własności intelektualnej.
Dane, których nie było
Prawnicy ANI próbowali udowodnić naruszenie, pokazując odpowiedzi ChatGPT, które brzmiały jak kopie ich depesz. OpenAI z łatwością rozbiło ten argument twardą chronologią: modele GPT-4 i GPT-4o zakończyły trening w kwietniu 2024 roku. Artykuły, na które powoływała się agencja, opublikowano w sierpniu i wrześniu. Sędzia Bansal zauważył, że ewentualne podobieństwa wynikają z mechanizmu RAG (Retrieval Augmented Generation), czyli przeszukiwania sieci „na żywo”, a nie z trwałego zapamiętania treści przez model.
Sąd wytknął agencji również sposób zbierania dowodów. ANI stosowała tzw. adversarial prompts, wymuszając na AI kopiowanie tekstów. Mimo tych prób nie udało się dowieść, by ChatGPT powielał artykuły słowo w słowo bez zewnętrznej stymulacji. Sędzia przypomniał przy tym starą zasadę: fakty nie mają właściciela. Jeśli AI informuje o tym samym wydarzeniu, co agencja, nie musi to oznaczać złamania prawa.
Badania naukowe czy komercyjna eksploatacja?
Najciekawszy fragment uzasadnienia dotyczy definicji badań. Sąd orzekł wprost: „the process of training LLMs underlying ChatGPT… falls under ‘private or personal use, including research’”. To radykalne podejście, biorąc pod uwagę komercyjny charakter OpenAI. Sędzia uznał jednak, że modele językowe służą dobru publicznemu – wspierają naukę, edukację i pomagają osobom z niepełnosprawnościami. W tej wizji korporacja medialna przegrywa z narzędziem, które ma rzekomo służyć społeczeństwu.
Globalny podział
Wyrok z Indii kontrastuje z wydarzeniami w Europie, gdzie Sąd Krajowy w Monachium niedawno surowiej ocenił obecność tekstów w wagach modelu AI. Z kolei w USA sądy częściej oddalają pozwy wydawców, jeśli ci nie potrafią wykazać realnej szkody finansowej. Sytuacja ANI jest o tyle trudna, że sędzia Bansal nie dopatrzył się bezpośredniej konkurencji gospodarczej między agencją informacyjną a twórcą czatbota.
Sprawa ANI przeciwko OpenAI pozostaje w toku, ale sygnał wysłany z Delhi jest czytelny: jeśli proces treningowy odbywa się na legalnie dostępnych danych i służy rozwojowi technologii, wydawcy będą mieli ogromne trudności z uzyskaniem odszkodowań. Walka o to, czy AI jest tylko narzędziem badawczym, czy pasożytem na pracy dziennikarzy, przenosi się teraz do etapu żmudnej analizy dowodów.
