Agenci AI

Poke: Czy sztuczna inteligencja stanie się tak powszechna jak SMS?

W krajobrazie zdominowanym przez gigantyczne modele językowe, które potrafią pisać eseje, ale rzadko wspierają nas w prozaicznych czynnościach, pojawia się projekt idący pod prąd. Poke, produkt kalifornijskiego startupu The Interaction Company, stawia na radykalną prostotę. Zamiast zmuszać użytkownika do logowania się w kolejnych aplikacjach czy konfigurowania środowisk programistycznych, przenosi inteligencję tam, gdzie spędzamy najwięcej czasu: do komunikatorów tekstowych.

Agent AI w zasięgu kciuka

Poke nie jest kolejnym chatbotem, z którym przeprowadza się filozoficzne debaty. To tak zwany agent AI – system zaprojektowany do realnego działania. Dzięki integracji z iMessage, SMS czy Telegramem, pozwala na zarządzanie kalendarzem, monitorowanie zdrowia przez urządzenia typu Oura czy Fitbit, a nawet sterowanie inteligentnym domem za pomocą zwykłych wiadomości tekstowych. Mechanizm działania przypomina kontakt z niezwykle sprawnym sekretarzem, który na prośbę „przypomnij mi rano o zabraniu parasola” sprawdzi prognozę pogody i wyśle powiadomienie dokładnie wtedy, gdy będzie to potrzebne.

Kluczowym wyróżnikiem Poke jest jego agnostycyzm technologiczny. W przeciwieństwie do rozwiązań od Meta czy Google, które są więźniami własnych modeli, Poke dobiera fundament technologiczny pod konkretne zadanie. System może wykorzystać GPT-4 do analizy e-maili, by chwilę później sięgnąć po model open source przy prostszym zadaniu, optymalizując koszty i czas reakcji. Jak zauważa współzałożyciel firmy, Marvin von Hagen, bycie niezależnym od dostawców infrastruktury to długofalowa przewaga nad rynkowymi gigantami.

Od skrzynki e-mail do cyfrowej superinteligencji

Ewolucja projektu była podyktowana zachowaniem samych użytkowników. Pierwotnie Poke miał być jedynie asystentem poczty elektronicznej, ale testerzy zaczęli traktować go jako uniwersalny interfejs do życia. Pytania o wyniki meczów, dawkowanie leków czy newsy ze świata sprawiły, że zespół z Palo Alto dokonał nagłego zwrotu w stronę spersonalizowanego asystenta ogólnego przeznaczenia. Ta „ludzka” twarz technologii sprawiła, że użytkownicy chętniej powierzają mu codzienne obowiązki.

System opiera się na tak zwanych recepturach (recipes) – gotowych schematach automatyzacji, które łączą Poke z popularnymi usługami jak Gmail, Notion czy Slack. Co istotne, platforma otwiera się na deweloperów, oferując system wynagrodzeń za tworzenie nowych skryptów. To sprytny ruch, który ma zbudować ekosystem wokół narzędzia, zanim konkurencja zdoła zareagować.

Wycena warta 300 milionów dolarów

Inwestorzy zdają się wierzyć w tę wizję. Startup, liczący zaledwie dziesięcioosobowy zespół, pozyskał niedawno 10 milionów dolarów, co przy uwzględnieniu wcześniejszych rund finansowania wywindowało jego wycenę do poziomu 300 milionów dolarów. Na liście udziałowców widnieją nazwiska budzące respekt w Dolinie Krzemowej: od założycieli Stripe, przez kluczowe postacie z OpenAI i DeepMind, aż po znanych influencerów.

Mimo ogromnego kapitału, firma zachowuje nietypowe podejście do monetyzacji. Obecnie priorytetem jest wzrost, a nie zysk. Poke oferuje elastyczny model cenowy, gdzie podstawowe interakcje są darmowe, a opłaty zależą od intensywności wykorzystania zasobów obliczeniowych w czasie rzeczywistym. Choć wizja „superinteligencji dla każdego” brzmi jak marketingowe hasło, Poke ma realną szansę stać się pomostem między skomplikowaną technologią agentową a masowym odbiorcą, dla którego terminal pozostanie na zawsze barierą nie do przejścia.