Rząd USA staje po stronie AI. Departament Sprawiedliwości uderza w The New York Times
Amerykański Departament Sprawiedliwości (DOJ) oficjalnie wszedł do gry w procesie, który zdecyduje o losach miliardów dolarów i przyszłości informacji w sieci. W głośnym sporze wytoczonym przez The New York Times przeciwko OpenAI i Microsoftowi, prokuratorzy federalni zajęli stanowisko jednoznacznie sprzyjające deweloperom. Według rządu USA proces trenowania dużych modeli językowych (LLM) na milionach artykułów mieści się w doktrynie fair use.
To rozstrzygnięcie jest kluczowe właśnie teraz, gdy sądy w USA zaczynają masowo orzekać w sprawach o kradzież własności intelektualnej przez algorytmy. Stanowisko DOJ to sygnał dla całej branży, że administracja państwowa wyżej ceni innowacje technologiczne niż tradycyjny model ochrony treści. To potężny cios dla wydawców, którzy liczyli na systemowe zablokowanie darmowego wykorzystywania ich archiwów przez gigantów z Doliny Krzemowej.
Nauka to nie kradzież danych
Główny argument prokuratorów opiera się na rozróżnieniu między kopiowaniem danych a końcowym produktem. Rząd twierdzi, że choć podczas uczenia maszynowego dochodzi do powielania utworów, nie trafiają one do ludzi w pierwotnej formie. W oficjalnym piśmie procesowym administracja USA podkreśla, że trenowanie AI „zasadniczo stanowi dozwolony użytek z materiałów chronionych prawem autorskim”. Urzędnicy ostrzegają, że uznanie tego procesu za nielegalny stłumiłoby kreatywność, którą prawo ma wspierać.
W dokumentach pojawia się konkretna analogia literacka. Przywołano postać Joan Didion, która ręcznie przepisywała opowiadania Hemingwaya, by zrozumieć konstrukcję zdań. DOJ twierdzi, że idąc tokiem rozumowania gazet, proces nauki młodej autorki i jej późniejsza twórczość mogłyby zostać uznane za naruszenie prawa. Według rządu, AI robi to samo, tylko szybciej i na większą skalę.
Front przeciwko urzędnikom od praw autorskich
Ruch Departamentu Sprawiedliwości to otwarta wojna z Biurem Praw Autorskich USA (U.S. Copyright Office). Instytucja ta w swoim ostatnim raporcie twierdziła, że generatywna AI nie może być kategorycznie uznana za fair use, ponieważ działa z precyzją zagrażającą rynkowi wydawniczemu. DOJ nazywa te wnioski „prawnie błędnymi”. „Stany Zjednoczone mają silny interes w tym, aby sąd odrzucił argumenty, według których trenowanie LLM na chronionych tekstach narusza prawo” – czytamy w stanowisku cytowanym przez Reutersa.
Sprawa ma też drugie dno polityczne i techniczne. W toku procesu sędziowie nakazali już OpenAI ujawnienie 20 milionów zanonimizowanych logów z rozmów użytkowników z ChatGPT, aby sprawdzić, jak często chatbot cytuje gazety słowo w słowo. Z kolei sędzia Vince Chhabria, orzekający w podobnych sprawach, tonuje nastroje, zauważając, że w wielu okolicznościach trenowanie AI jednak może nie spełniać wymogów dozwolonego użytku.
Walka o przetrwanie dziennikarstwa
Krytycy argumentacji rządowej wytykają DOJ brak zrozumienia skali problemu. Istnieje przepaść między studentem analizującym tekst a korporacją przetwarzającą miliony artykułów, by stworzyć narzędzie, które te same artykuły zastępuje. The New York Times domaga się zniszczenia modeli trenowanych na ich treściach, wskazując, że GPT-4 staje się bezpośrednią, darmową alternatywą dla ich płatnych subskrypcji.
Jeśli sąd na Manhattanie przyjmie linię rządu, wydawcy stracą główną kartę przetargową w negocjacjach z Big Tech. Jeśli jednak wygrają gazety, branżę AI czeka finansowe trzęsienie ziemi i konieczność płacenia za każde słowo użyte do karmienia algorytmów.
