Polityka

Sam Altman w Waszyngtonie: OpenAI buduje własną dyplomację przed administracją Trumpa

Sam Altman ponownie krąży po korytarzach Kapitolu, ale tym razem stawka wykracza poza standardowy lobbing. Lider OpenAI musi zmierzyć się z administracją Donalda Trumpa, która AI postrzega w kategoriach czystej siły narodowej, oraz z narastającym oporem prawnym na szczeblu stanowym. To krytyczny moment: firma forsuje wizję państwowego współfinansowania potężnych centrów danych i energii, próbując jednocześnie uniknąć roli podwykonawcy systemów ofensywnych dla wojska.

Dlaczego to ważne teraz? Administracja Trumpa naciska na militarną dominację AI, podczas gdy OpenAI znajduje się w imadle między Pentagonem a prokuraturą Florydy. Szef firmy próbuje przeforsować dokument „Industrial Policy for the Intelligence Age”, który zakłada m.in. powstanie Publicznych Funduszy Majątkowych wypłacających obywatelom „dywidendę społeczną” z zysków wypracowanych przez modele. Dzieje się to w cieniu procesu z Elonem Muskiem, w którym pretensje o rzekome odejście od misji non-profit i żądania odszkodowań rzędu 134 miliardów dolarów sędzia Gonzalez Rogers określiła mianem „wyciągniętych z kapelusza”.

Zagrożenie dla łańcucha dostaw i ultimatum Pentagonu

Największym napięciem w Waszyngtonie nie są jednak regulacje cywilne, lecz brutalna presja ze strony resortu obrony. Według doniesień CNBC, „Departament Wojny naciska na spółki z branży sztucznej inteligencji, by dostarczały swoje technologie bez wewnętrznych zabezpieczeń”. Pentagon wysunął ultimatum m.in. wobec Anthropic, grożąc, że odmowa pełnego otwarcia modelu dla wojska do 2026 roku skończy się utratą kontraktu wartego 200 milionów dolarów i wpisaniem firmy na listę zagrożeń dla łańcucha dostaw.

Altman podczas spotkań z Mike’iem Johnsonem i Hakeemem Jeffriesem musi lawirować. Zdeklarował, że współpraca z wojskiem jest możliwa tylko przy zachowaniu „ograniczeń”, jakie firma narzuca na użycia militarne. To ryzykowna gra w obliczu nowej dyrektywy nakazującej udostępnianie modeli rządowi na 30 dni przed premierą. OpenAI publicznie popiera ten audyt, licząc, że w zamian za lojalność rząd sypnie groszem na infrastrukturę energetyczną niezbędną do trenowania kolejnych systemów.

Podatek od robotów i gniew Florydy

Wizualizacja nowej ery według OpenAI to nie tylko chatboty. W swoim manifeście Altman proponuje radykalne zmiany: podatek od robotów i przejście na czterodniowy tydzień pracy. To ucieczka do przodu przed krytyką, która coraz mocniej uderza w bezpieczeństwo ChatGPT. Prokurator generalny Florydy James Uthmeier pozwał OpenAI, twierdząc, że zabezpieczenia modelu lepiej wyglądały w PR-owych notatkach niż w praktyce, przez co AI miało pomagać w planowaniu zbrodni czy samookaleczeniach.

OpenAI stara się teraz o status „neutralnego dobroczyńcy”, publikując manifest o apolityczności. Zarząd podkreśla chłodno: żadna zewnętrzna grupa polityczna nie ma prawa mówić w imieniu spółki. Firma nie finansuje kampanii wyborczych, co przy obecnej polaryzacji w USA ma być tarczą przed wciągnięciem w wojnę kulturową. Czy plan Altmana, by stać się architektem nowego ładu gospodarczego, przetrwa zderzenie z twardymi interesami Pentagonu i sędziami z Florydy? Waszyngtońska ofensywa to próba udowodnienia, że OpenAI to nie tylko aplikacja, ale fundamentalny filar bezpieczeństwa narodowego USA.