Polityka

Chaos w Białym Domu: Walka o kontrolę nad regulacjami AI trwa

Administracja Donalda Trumpa znalazła się w kropce. Próba znalezienia złotego środka między stymulowaniem innowacji a zapewnieniem bezpieczeństwa narodowego doprowadziła do otwartego konfliktu wewnątrz waszyngtońskich kuluarów. Po nagłym wycofaniu się prezydenta z podpisania rozporządzenia wykonawczego dotyczącego sztucznej inteligencji, w Białym Domu zapanował chaos, który z uwagą śledzą najwięksi gracze z Doliny Krzemowej.

Sytuacja jest dynamiczna, bo spór o regulacje przeszedł z fazy zakulisowych tarć do konkretnych decyzji prawnych. Trump podpisał ostatecznie osłabioną wersję przepisów, forsując strategię blokowania ostrzejszych regulacji stanowych i zastępując dziedzictwo ery Bidena własnymi wytycznymi. To ruch mający na celu ujednolicenie zasad gry na poziomie federalnym i odebranie inicjatywy stanom takim jak Kalifornia.

Głośne weto i nocne podpisy

Zaledwie kilka godzin przed planowaną ceremonią 21 maja, Donald Trump zdecydował się wyrzucić gotowy projekt do kosza. Argumentacja była jasna: regulacje mogą zdusić krajową konkurencję i odebrać Ameryce przewagę w wyścigu z Chinami. Jednak w nocy z 2 na 3 czerwca 2026 roku prezydent podpisał złagodzony dekret. Kluczowym punktem zapalnym okazał się zapis o udostępnianiu modeli administracji przed ich publiczną premierą.

Firmy takie jak OpenAI czy Anthropic mają teraz możliwość przekazywania swoich najnowszych osiągnięć – w tym potężnych systemów GPT-5.5 oraz Mythos – do wczesnej oceny pod kątem cyberbezpieczeństwa. Jak czytamy w analizie dokumentu, rozporządzenie ustanawia ramy, w których rząd federalny sprawdza ryzyka dla bezpieczeństwa narodowego w najbardziej zaawansowanych systemach AI nawet na miesiąc przed ich publicznym udostępnieniem. Warto jednak zauważyć, że pierwotne okno przeglądu skrócono z 90 do 30 dni, a sam proces ma charakter dobrowolny.

Dwie frakcje, jeden cel

Obecnie w administracji ścierają się dwie wizje. Z jednej strony grupa skupiona wokół szefowej personelu, Susie Wiles, którą wspierają sekretarz skarbu Scott Bessent oraz dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa Sean Cairncross. Wierzą oni, że pewne ramy prawne są niezbędne, by mitygować ryzyko wykorzystania AI do ataków na infrastrukturę krytyczną. Bessent prowadzi już rozmowy z Dario Amodeim z Anthropic, próbując wypracować kompromis, który zadowoliłby producentów technologii.

Po drugiej stronie barykady stoi David Sacks. Były „car AI” skutecznie przekonał Trumpa, że nadmierna regulacja to zagrożenie dla amerykańskiej hegemonii. Sacks publicznie krytykuje próby narzucania barier, które jego zdaniem tylko ułatwią zadanie Pekinowi. W tym ideologicznym starciu ucierpiał konkret: nowy dekret wyraźnie zaznacza, że dobrowolne udostępnianie modeli „nie tworzy systemu licencjonowania ani obowiązkowego zatwierdzania przez rząd”.

Uderzenie w stany i rola rynkowych liderów

Podczas gdy Biały Dom spiera się o pryncypia, administracja podjęła radykalny krok w stronę centralizacji władzy. 11 grudnia 2025 roku Trump podpisał rozporządzenie, które unieważnia lub podważa lokalne przepisy, w tym kalifornijski SB-53 i nowojorski RAISE Act. Waszyngton wprost wzywa do blokowania regulacji na poziomie stanowym, co wywołuje furię lokalnych legislatorów.

Howard Lutnick, sekretarz handlu, opiera się na działającym już Centrum Innowacji i Standardów AI. Program ten pozwala testować modele bez formalnych wymogów, co zdaje się satysfakcjonować te firmy, które nie chcą biurokratycznej udręki przed premierą produktu. Anthropic już zapowiedział, że udostępni model Mythos kolejnym 150 organizacjom w nadchodzących tygodniach. Ostateczny wynik tej batalii zależy wyłącznie od kaprysu prezydenta. Na razie administracja postawiła na model „więcej innowacji, mniej biurokracji”, ale w świecie AI, gdzie postęp mierzy się w tygodniach, każda zmiana kursu może kosztować USA pozycję lidera.