Polityka

Centra danych na kartach do głosowania. Wyborcy w USA hamują boom AI

Centra danych AI stały się jednym z politycznych tematów wyborów 2026 w USA. Jak opisuje Axios, spór wykracza poza hałas i wygląd obiektów. Chodzi o to, kto zyskuje na boomie AI, a kto ponosi jego koszty.

Skala jest już widoczna w głosowaniach. Według Ballotpedii wyborcy w 10 stanach rozstrzygną w dniu wyborów o 41 propozycjach dotyczących centrów danych. Część przewiduje nowe wymogi dla deweloperów, część — całkowite zakazy budowy. Sześć takich propozycji poddano już w tym roku pod głosowanie w New Hampshire, Wisconsin, Michigan i Kalifornii. Wszystkie zakończyły się wynikiem niekorzystnym dla rozwoju centrów danych.

Politycy zawracają

Najbardziej wymowny jest przykład Teksasu. Gubernator Greg Abbott przez lata zbliżał się do branży, ale po oporze na wsi wstrzymał nowe zatwierdzenia do czasu audytu projektów. Demokraci domagają się moratorium na nowe centra danych do momentu wprowadzenia surowszych zasad. W Utah przeciw projektowi popieranemu przez Kevina O’Leary’ego z „Shark Tank” połączyli siły politycy stanowi, mieszkańcy i organizacje ekologiczne.

W Ohio republikański senator Jon Husted tłumaczy się ze swojego dawnego poparcia dla centrów danych, walcząc o reelekcję w wyścigu, który może zdecydować o kontroli nad Senatem. Sprawy nie ułatwił mu Donald Trump. Na wiecu w Ohio powiedział „chcemy ich”, a kampania Husteda musiała zdystansować się od tych słów. Prezydent nazwał też centra danych „Złotą Gęsią” amerykańskiej gospodarki. Republikanom, którzy próbują odpowiadać na obawy wyborców, to raczej nie pomogło.

Sprzeciw rodzi też nowych kandydatów. Lokalni aktywiści, którzy walczyli z projektami w swoich społecznościach, startują teraz w wyborach.

Skąd ta niechęć

Tatishe Nteta, politolog z UMass Amherst i dyrektor UMass Poll, widzi w tym coś szerszego niż spór o infrastrukturę. – To odzwierciedlenie tego, co staje się coraz łatwiejszym celem: gigantów technologicznych i AI – mówi. Dodaje, że kraj jest bardzo blisko największej luki majątkowej w swojej historii, a mamy do czynienia ze zwrotem przeciwko klasie miliarderów „zarówno z lewicy, jak i prawicy”.

Dane sondażowe to potwierdzają. Z badania UMass wynika, że budowę centrum danych AI w swojej okolicy popiera 11% Amerykanów, a 65% jest przeciw. Według badania Annenberg Public Policy Center przeciwnych nowym centrom danych w swojej okolicy było 61% Amerykanów, wobec 49% w poprzednim pomiarze zakończonym w marcu 2026. O tym, że wyborcy chętniej rozmawiają o rachunkach za prąd i centrach danych niż o algorytmach, pisaliśmy już w sierpniu.

Marketing nie wystarczy

Trump i inni zwolennicy branży namawiają szefów firm technologicznych, by lepiej przekonywali sceptyczne społeczności. Nteta nie przebiera w słowach: – To porażka marketingowa samych firm AI. Jeśli chcą zmienić opinię publiczną, będą musiały wyraźniej i mocniej uzasadnić, jakie korzyści odnoszą społeczności.

Trump chwalił Marka Zuckerberga za wpłaty Mety na rzecz lokalnych społeczności, w tym 50 tys. dolarów premii dla nauczycieli w Luizjanie. Kandydat na gubernatora Ohio Vivek Ramaswamy wezwał firmy, by zapewniły darmowy prąd mieszkańcom w pobliżu centrów danych. Axios zauważa jednak, że takie gesty to ułamek bogactwa, które te obiekty generują, i miliardów wydanych na ich budowę. Nie jest też jasne, czy przekonają sfrustrowanych mieszkańców.

Wiele społeczności już raz słyszało obietnice ożywienia. Widziały fabryki, które otwierano i zamykano, oraz miejsca pracy, które pojawiały się i znikały. Dochodzą do tego umowy o poufności, które ograniczają jawność nowych projektów. Microsoft zrezygnował z NDA dotyczących centrów danych z lokalnymi władzami. Axios ocenia, że takie kroki można odebrać jako efekt presji publicznej, a nie dobrej woli, i że mogą przyjść za późno.

Wiele wskazuje na to, że same hasła kampanijne przestaną wystarczać. Gdy zapotrzebowanie infrastruktury AI rośnie, a stawka ekonomiczna przy rekordowych IPO też, politycy będą zmuszeni do konkretnych decyzji. Będą musieli wybrać, czyje interesy stawiają na pierwszym miejscu. Szerszy obraz tego sprzeciwu opisywaliśmy w sierpniu w tekście o końcu miodowego miesiąca z Big Tech.