Gospodarka

Dywidenda od algorytmów: Nowy Jork chce opodatkować AI, by ratować ludzi

Podatek od tokenów zamiast zasiłku

Alex Bores, nowojorski demokrata z ambicjami na szczeblu federalnym, rzucił rękawicę Dolinie Krzemowej. Jego koncepcja dywidendy AI to nie kolejny mglisty manifest o etyce maszyn, lecz konkretny mechanizm finansowy, który ma się aktywować w momencie, gdy algorytmy zaczną masowo wypychać Amerykanów z biur.

To koniec ery życzeniowego myślenia, że sztuczna inteligencja stworzy tyle samo miejsc pracy, ile zlikwiduje.

Twarde dane zamiast politycznych obietnic

Projekt Boresa opiera się na tak zwanych „triggerach” – obiektywnych wskaźnikach ekonomicznych, które automatycznie uruchamiają strumień gotówki dla obywateli. System nie czeka na decyzję urzędnika; reaguje na drastyczny spadek udziału w rynku pracy czy nagłą kompresję płac w sektorach najbardziej podatnych na automatyzację. To gospodarczy hamulec bezpieczeństwa wbudowany bezpośrednio w silnik kapitalizmu.

Program ma być finansowany z trzech kontrowersyjnych źródeł:

  • Podatek od zużycia tokenów AI (bezpośredni koszt operacyjny dla firm).
  • Warranty na akcje, pozwalające rządowi na wykup udziałów w najbogatszych spółkach technologicznych.
  • Reforma podatkowa eliminująca uprzywilejowanie inwestycji w kapitał nad wydatkami na pracowników.

Sam Altman miał rację, ale nas to zaboli

Wizja Boresa nie bierze się z próżni. Giganci branży – od Sama Altmana z OpenAI po Elona Muska – od miesięcy prześcigają się w czarnych scenariuszach. Mustafa Suleyman z Microsoftu otwarcie mówi o dwuletnim oknie, po którym pracownicy biurowi odczują pełną siłę automatyzacji. Dario Amodei z Anthropic idzie jeszcze dalej, ostrzegając, że tempo zmian może całkowicie uniemożliwić nam adaptację.

Prognozy są brutalne: automatyzacja może objąć nawet 50% obecnych zawodów, uderzając najmocniej w osoby na początku kariery.

Gra o sumie zerowej

Logika Boresa jest cyniczna, ale prawdziwa: łatwiej opodatkować rodzącą się fortunę, niż odbierać ją tym, którzy już zdominowali rynek. Jeśli państwo nie zagwarantuje sobie udziału w zyskach z AI teraz, kiedy technologia wciąż się kształtuje, okno polityczne zamknie się na zawsze. Gdy garstka korporacji skumuluje niewyobrażalny kapitał, żadna siła ustawodawcza nie zmusi ich do dzielenia się tortem z „niepotrzebną” masą ludzką.

Czy dywidenda AI to realna tarcza, czy tylko polityczny populizm z domieszką technologii? Bez konkretnych kwot i częstotliwości wypłat projekt pozostaje fascynującym eksperymentem myślowym. Jednak w świecie, gdzie sztuczna inteligencja generuje PKB bez udziału pracowników, może to być jedyna droga do uniknięcia społecznego kolapsu.