Geopolityka

Europa produkuje narzędzia, ale USA zbiera owoce. Szef ASML o bolesnej marginalizacji Starego Kontynentu

Holenderska firma ASML produkuje maszyny, bez których światowa gospodarka cyfrowa zwyczajnie przestaje istnieć, ale Europa kupuje ich tak mało, że statystycy ledwo to zauważają. Christophe Fouquet, szef giganta z Veldhoven, wyłożył karty na stół: podczas gdy Amerykanie budują potęgę na europejskiej technologii, Stary Kontynent dryfuje w stronę technologicznego skansenu.

Sytuacja jest alarmująca, ponieważ walka o dominację w AI i półprzewodnikach obnaża rosnącą zależność Unii od USA. Zgodnie z danymi rynkowymi z 2026 roku, Europa wyraźnie zostaje w tyle we wdrażaniu AI w pracy, a deficyt w usługach cyfrowych na korzyść Stanów Zjednoczonych pogłębia się mimo rekordowej nadwyżki towarowej UE. Jak trafnie ocenił portal Onet, „Europa ma dość życia na amerykańskiej cyfrowej smyczy”, jednak na razie brakuje konkretów, by te więzi przeciąć.

Diagnoza szefa ASML jest bezlitosna. Aż 80 procent najbardziej zaawansowanych procesorów trafia obecnie do Stanów Zjednoczonych. W tym samym czasie dostawy urządzeń litograficznych do europejskich fabryk od dekady oscylują w granicach zaledwie 1-2 procent przychodów firmy. To paradoks: w Holandii powstają systemy EUV kluczowe dla globalnej rewolucji, ale ich odbiorcami są Microsoft, Google czy Meta. Przy koszcie pojedynczej maszyny High-NA EUV przekraczającym 350 milionów euro, europejskie firmy po prostu nie pojawiają się w kolejce zakupowej.

Pieniądze to nie wszystko

Komisja Europejska próbuje ratować sytuację nowym planem. Projekt zakłada budowę tzw. AI Gigafactories o wartości 20 miliardów euro, z których każda ma dysponować mocą 100 tysięcy procesorów. Bruksela chce też wdrażać Cloud and AI Development Act, by wzmocnić lokalną chmurę. Jednak infrastruktura to tylko połowa sukcesu. Europa boryka się z wysokimi kosztami energii i utrudnionym dostępem do układów Nvidii.

Krytyka Fouqueta uderza też w European Chips Act. Miliardy euro płyną głównie do producentów chipów dla motoryzacji. Tymczasem w segmencie najbardziej zaawansowanej sztucznej inteligencji Europa pozostaje defensywnym konsumentem. Ryzyko jest realne: gdy amerykański Anthropic ograniczył dostęp do najnowszych modeli dla obcokrajowców, stało się jasne, że czas na zmiany powoli się kończy.

Lokalne inicjatywy w cieniu globalnej dominacji

Pojawiają się drobne sygnały oporu. Polski projekt GAIA AI Factory w krakowskim Cyfronecie czy inwestycje w ElevenLabs pokazują, że potencjał istnieje. To jednak wciąż kropla w morzu. Bez radykalnego zwiększenia popytu na zaawansowaną moc obliczeniową wewnątrz europejskiej gospodarki, technologie wytwarzane rękami Europejczyków będą nadal budować potęgę gigantów z Doliny Krzemowej. Nam pozostanie opłacanie rachunków za importowane usługi i obserwowanie, jak dystans do liderów staje się nie do przeskoczenia.