Polski paradoks wydajności. Gospodarka rośnie, ale automatyzacja kuleje
Polski pracownik wykręca rekordy efektywności, choć wciąż korzysta z narzędzi sprzed dekady. W 2025 roku indeks produktywności w Polsce osiągnął historyczny poziom 136,04 pkt. To pokazuje, że nadrabiamy dystans do Zachodu szybciej niż ktokolwiek przypuszczał, ale robimy to siłą rozpędu, a nie dzięki algorytmom. Pod maską nowoczesnej gospodarki kryje się głęboki niedobór realnej automatyzacji, który za chwilę stanie się szklanym sufitem.
To kluczowy moment dla polskiego biznesu. Według analizy EY, w latach 2019–2024 wzrost produktywności w Polsce wyniósł 9,6 proc., deklasując USA (7,3 proc.) czy stojące w miejscu Niemcy (0,7 proc.). Jednak sukces ten ma krótkie nogi. Skok wydajności w rolnictwie o 37 proc. czy w budownictwie o blisko 14 proc. to efekt akumulacji kapitału, a nie cyfrowej transformacji. Jeśli nie wdrożymy generatywnej AI, obecne tempo wzrostu wyhamuje zaraz po tym, jak wyczerpią się proste rezerwy optymalizacji.
Koniec ery pracy ekstensywnej
Przez dekady polski model biznesowy opierał się na prostym skalowaniu: więcej zamówień oznaczało konieczność zatrudnienia kolejnych rąk. Dziś to podejście uderza w ścianę. Dane są bezlitosne: unijna średnia wykorzystania AI w firmach oscyluje wokół 20 proc., podczas gdy w Polsce wskaźnik ten szoruje po dnie, osiągając zaledwie 8,4 proc. Jak zauważa Marek Rozkrut, główny ekonomista EY na Europę i Azję Centralną: „Prognozujemy, że wzrost produktywności w Polsce przez kolejne 3,5 roku będzie zbliżony lub nieco szybszy od tego z ostatnich 4,5 roku”. Warunkiem jest jednak sprawne zaadaptowanie inteligentnej automatyzacji.
Przekucie prognoz w rzeczywistość utrudnia niska robotyzacja. 78 robotów na 10 tysięcy pracowników w Polsce wygląda blado przy unijnej średniej wynoszącej 231 jednostek. Nasza wydajność pracy na poziomie 52,7 USD na godzinę to wciąż tylko trzy czwarte średniej krajów OECD. Jesteśmy wiceliderem dynamiki wzrostu, ale zajmujemy czwarte miejsce od końca w UE pod względem realnego poziomu wydajności na głowę.
Bariery mentalne i technologiczne
Dlaczego pozostajemy w ogonie Europy, gdy kraje skandynawskie notują poziomy adopcji AI przekraczające 25 proc.? Winny jest „polski paradoks produktywności”. Małe firmy wytwarzają u nas 2,5 razy mniej wartości na pracownika niż średnia unijna. To one najbardziej boją się ryzyka. Ponad 70 proc. organizacji wskazuje na deficyt odpowiednio przeszkolonej kadry, a co druga firma obawia się prawnych i etycznych konsekwencji wdrożenia algorytmów. To paraliż decyzyjny, który dzieli biznes na garstkę liderów i masę maruderów, dla których AI to wciąż jedynie hasło z konferencji.
Test dojrzałości zamiast projektu IT
Prawdziwym wyzwaniem okazuje się jakość danych i odwaga do przedefiniowania procesów od zera. Wdrożenie sztucznej inteligencji to nie jest kolejny projekt informatyczny, który można „zainstalować” i o nim zapomnieć. To operacja na żywym organizmie firmy. Według prognoz McKinsey, sprawne zaadaptowanie inteligentnej automatyzacji mogłoby podnieść naszą produktywność o ponad 3 proc. rocznie. Bez tego kroku polska gospodarka pozostanie jedynie adaptatorem cudzych rozwiązań, tracąc dystans do liderów, którzy arkusze kalkulacyjne dawno zamienili na systemy autonomiczne.
