Syntetyczna armia Trumpa: Jak AI-influencerzy zalewają media społecznościowe przed wyborami
Współczesna propaganda zyskała właśnie nowe, niezwykle tanie narzędzie pracy. Jak wynika z ustaleń „The New York Times” oraz analityków bezpieczeństwa z firm Alethea i GRAIL, media społecznościowe zostały zalane przez setki profilowanych kont, których twarzami są cyfrowe awatary stworzone przez algorytmy AI. Te „syntetyczne influencerki” – często stylizowane na mieszkanki amerykańskiej prowincji – konsekwentnie uderzają w narrację „radykalnej lewicy”, wspierając Donalda Trumpa przed zbliżającymi się wyborami.
Skala przemysłowa za dolara
Skala zjawiska budzi niepokój badaczy mediów. Tylko na TikToku zidentyfikowano ponad 300 kont, które od stycznia systematycznie publikują pro-trumpowskie treści. To nie są jednak amatorskie grafiki, lecz dopracowane wideo, w których cyfrowe postacie o nienagannej urodzie wygłaszają polityczne manifesty. Eksperci, w tym Zuhair Lakhani z firmy Doublespeed, wskazują na przerażającą wydajność tego modelu: koszt wyprodukowania pojedynczego posta szacuje się na zaledwie 1 do 3 dolarów. W praktyce oznacza to, że jedna osoba, siedząc przed komputerem, jest w stanie zarządzać całą siecią botów, która zasięgami dorównuje regionalnym redakcjom informacyjnym.
Mechanizm działania jest powtarzalny, ale skuteczny. Algorytmy generują powtarzalne wzorce – te same postacie, jak np. blondynka w warkoczach na tle farmy czy czarnoskóra kobieta w czapce MAGA, pojawiają się na różnych kontach, używając identycznego języka i efektów dźwiękowych. Niektóre z tych profili zgromadziły już ponad 35 tysięcy obserwujących, a ich posty generują setki tysięcy wyświetleń, wpadając wprost w pętlę algorytmiczną prawdziwych wyborców.
Platformy w defensywie
Reakcja gigantów technologicznych pozostaje powściągliwa. TikTok, choć zapowiedział usuwanie podejrzanych kont, określa je mianem „spamu nastawionego na zasięgi”, unikając sformułowań o zorganizowanej operacji wpływu. Jednak fakt, że konta te wzajemnie się promują i operują na identycznych skryptach, sugeruje coś więcej niż tylko indywidualną chęć zysku z reklam. Co istotne, analitycy nie odnotowali analogicznych, tak rozbudowanych sieci działających po stronie demokratycznej, co sugeruje asymetrię w wykorzystaniu nowych technologii do walki politycznej.
Globalny poligon doświadczalny
Problem nie ogranicza się wyłącznie do Stanów Zjednoczonych. Podobne zjawisko zaobserwowano podczas ostatnich wyborów w Japonii, gdzie dezinformacja wspierana przez AI stała się realnym wyzwaniem dla suwerenności decyzji obywateli. Badania prof. Shinichi Yamaguchi z Międzynarodowego Uniwersytetu Japonii wskazują na zatrważającą skuteczność syntetycznych przekazów – ponad połowa respondentów uznała cyfrowe kłamstwa za prawdziwe informacje. W dobie, gdy Donald Trump osobiście udostępnia treści generowane przez awatary, granica między autentycznym poparciem a algorytmiczną manipulacją staje się niemal niemożliwa do wytyczenia dla przeciętnego użytkownika sieci.
