Agenci AI

Cyfrowe szychty w cieniu botów: DoorDash zmienia kurierów w trenerów algorytmów

Branża gig economy, kojarzona dotychczas z dostarczaniem jedzenia i przewozami osób, przesuwa granice absurdu. DoorDash, gigant rynku dostaw, uruchomił nową platformę o nazwie Tasks. Tym razem jednak nie chodzi o dowiezienie burgera pod wskazany adres. Firma płaci użytkownikom za nagrywanie najbardziej prozaicznych, domowych czynności, które posłużą jako paliwo do trenowania modeli generatywnej sztucznej inteligencji i systemów sterujących humanoidalnymi robotami.

Laboratorium w brudnej bieliźnie

Mechanizm działania Tasks jest uderzająco prosty i jednocześnie niepokojący. Użytkownik, wyposażony w smartfona zamontowanego na klatce piersiowej, rejestruje świat z perspektywy pierwszej osoby. Aplikacja wymaga, aby ręce „pracownika” były stale widoczne w kadrze. Dlaczego? Ponieważ to właśnie precyzyjna motoryka ludzkich dłoni jest tym, czego roboty pokroju tych od Figure czy Tesli wciąż nie potrafią w pełni opanować.

Katalog zadań przypomina listę obowiązków nastolatka, który dostał szlaban na komputer. Można zarobić ułamek dolara za wrzucanie skarpetek do pralki, przekładanie kubka kawy z miejsca na miejsce czy wymianę żarówki. Kuriozum osiąga szczyt w sekcji kulinarnej, gdzie dominują jajka – smażenie, gotowanie w koszulce, rozbijanie skorupki. Każdy ruch jest śledzony przez algorytm, który głośnym sygnałem dźwiękowym strofuje użytkownika, gdy tylko jego palce wypadną poza wyznaczony obszar widzenia kamery.

Symboliczne kwoty za godność i prywatność

Merytoryczna ocena tego przedsięwzięcia musi uwzględniać brutalną ekonomię. DoorDash obiecuje stawkę na poziomie 15 dolarów za godzinę, ale to czysta abstrakcja. Krótkie sesje, trwające minutę lub dwie, generują zysk rzędu kilkudziesięciu centów. W praktyce, po odliczeniu czasu na przygotowanie „planu zdjęciowego” i przesyłanie danych, realny zarobek staje się niemal nieuchwytny. To praca wykonywana za „drobne na przekąskę”, która jednak wymaga od nas wpuszczenia korporacyjnego oka do najbardziej intymnych sfer życia.

Co więcej, projekt rodzi poważne pytania o etykę i bezpieczeństwo danych. Choć regulamin zabrania nagrywania osób trzecich bez ich zgody, w przestrzeni publicznej — na przykład podczas spaceru po parku, co również jest płatnym zadaniem — zachowanie pełnej anonimowości przechodniów jest niemożliwe. Użytkownik staje się mimowolnym szpiegiem, a wszystko to pod dyktando „inteligentnego” systemu, który w przyszłości może sprawić, że tego typu proste prace ludzkie staną się całkowicie zbędne.

Przyszłość, na którą nas nie stać

DoorDash Tasks to coś więcej niż tylko kolejna aplikacja do dorabiania. To sygnał, że granica między człowiekiem a maszyną zaciera się w sposób skrajnie asymetryczny. Miliardy dolarów pompowane w Dolinę Krzemową opierają się na pracy armii „duchów”, którzy za bezcen karmią algorytmy danymi z własnych sypialni i kuchni.

Krytycy słusznie zauważają, że tworzymy paradoks: ludzie wykonują niskopłatną, powtarzalną pracę fizyczną tylko po to, by wytrenować systemy, które w teorii mają nas od tej pracy uwolnić. Jeśli tak ma wyglądać obiecywana rewolucja AI, to zamiast świetlanej przyszłości otrzymujemy cyfrowy odpowiednik taśmy montażowej, na której towarami są nasze codzienne nawyki i prywatność.