Gen AI

Microsoft dystansuje się od powagi Copilota. Czy AI służy tylko celom rozrywkowym?

Microsoft, forsujący agresywną strategię wdrażania sztucznej inteligencji w sektorze korporacyjnym, wpadł we własną pułapkę prawną. Podczas gdy działy marketingu przekonują o rewolucyjnej produktywności, zapisy w regulaminie użytkowania Copilota (Terms of Use) ostudziły entuzjazm użytkowników. Zgodnie z oficjalną dokumentacją, narzędzie to służy wyłącznie celom rozrywkowym. To jaskrawy przykład dysonansu między obietnicami technologicznymi a prawną odpowiedzialnością za błędy algorytmów.

Regulamin kontra marketingowa rzeczywistość

Kontrowersja wybuchła po nagłośnieniu zapisów zaktualizowanych pod koniec 2025 roku. Czytamy w nich wprost: „Copilot służy wyłącznie celom rozrywkowym”. Microsoft ostrzega, że system może generować błędy, nie działać zgodnie z przeznaczeniem i nie należy na nim polegać w kwestiach wymagających rzetelnych porad. Całość użytkowania odbywa się na własne ryzyko klienta. Tego typu klauzule są standardowym mechanizmem obronnym firm technologicznych, chroniącym przed procesami o odszkodowania, jednak w przypadku narzędzia sprzedawanego jako pomoc w pracy biurowej i analizie danych, brzmią one wyjątkowo niefortunnie.

Próba ucieczki od „dziedzictwa”

Rzecznik korporacji w oświadczeniu dla mediów starał się łagodzić sytuację, nazywając problematyczne sformułowania „językiem dziedzictwa” (ang. „legacy language”). Przedstawiciele firmy zapewniają, że archiwalny model regulaminu nie odzwierciedla już dzisiejszego stopnia zaawansowania oraz faktycznych zastosowań Copilota. Zapowiedziano pilną aktualizację dokumentacji, która ma lepiej pasować do profesjonalnego wizerunku produktu.

Problem całej branży AI

Microsoft nie jest odosobniony w swojej asekuracji. Podobne strategie stosują OpenAI czy xAI Elona Muska. W ich regulaminach również znajdziemy wezwania, by nie traktować generowanych treści jako jedynego źródła prawdy czy faktów. Branża AI utknęła w impasie: chce sprzedawać narzędzia jako nieomylnych asystentów, ale jednocześnie boi się skutków prawnych ich halucynacji. Dopóki technologia nie wyeliminuje ryzyka zmyślania faktów, użytkownicy muszą liczyć się z tym, że w świetle prawa ich „cyfrowy kolega z pracy” to jedynie zaawansowana zabawka.