Agenci AI

Cyfrowe sobowtóry w służbie serca. Czy agenci AI znajdą nam partnera?

Współczesne randkowanie przypomina pracę na drugi etat. Przeglądanie setek profili i jałowe rozmowy na czatach skłoniły deweloperów z londyńskiego trio Pixel Societies do zadania prowokacyjnego pytania: a gdyby tak oddelegować ten żmudny proces do sztucznej inteligencji? Ich projekt, będący owocem hackathonu wspieranego przez technologicznych gigantów, takich jak Nvidia i Anthropic, to próba stworzenia symulacji, w której spersonalizowani agenci AI – nasze cyfrowe sobowtóry – nawiązują relacje społeczne w naszym imieniu.

Symulacja życia w przyspieszonym tempie

Idea opiera się na stworzeniu tak zwanych „plików duszy” (soul files), czyli zestawów danych o użytkowniku, które formują osobowość agenta. Taki cyfrowy bliźniak porusza się w pikselowym świecie, rozmawia z awatarami innych ludzi i ocenia, czy między ich właścicielami może zrodzić się autentyczna chemia. Jak twierdzi Joon Sang Lee, jeden z twórców, jako ludzie mamy tylko jedno życie, ale nasi agenci mogą przeżyć ich miliony w wirtualnych scenariuszach, oszczędzając nam czasu na nietrafione relacje.

Mimo entuzjazmu twórców, pierwsze testy pokazują, że technologia wciąż boryka się z chorobami wieku dziecięcego. Agenci potrafią popadać w halucynacje, zmyślając fakty z życia swoich właścicieli lub uciekając w bezpieczne, dziennikarskie komunały. Gdy jeden z testerów wysłał swojego e-sobowtóra do akcji, ten zamiast błyskotliwego alter ego, zaprezentował się jako powierzchowny profil z LinkedIna, ucinając rozmowy gburliwym „pomińmy uprzejmości”. To rodzi fundamentalne pytanie o wierność takiej reprezentacji – czy na podstawie publicznych danych i krótkiego quizu AI jest w stanie oddać niuanse ludzkiej natury?

Koniec z tyranią powierzchowności?

Tomáš Hrdlička, współtwórca platformy, argumentuje, że agenci mogą stać się lekiem na patologie obecnych aplikacji randkowych. Tradycyjne algorytmy promują „bogactwo”, rozumiane w tym kontekście jako atrakcyjność fizyczna, co pogłębia nierówności w cyfrowym ekosystemie spotkań. AI mogłaby natomiast wyłuskiwać „subtelne dopasowania”, których ludzie mogliby nigdy nie dostrzec, patrząc jedynie na zdjęcie profilowe. To próba powrotu do intencjonalności w świecie zdominowanym przez przypadkowe przesunięcia palcem po ekranie.

Sceptycy, tacy jak Paul Eastwick, profesor psychologii z UC Davis, studzą jednak ten optymizm. Badania nad szybkim randkowaniem sugerują, że kompatybilność jest niemal niemożliwa do przewidzenia na podstawie deklaratywnych danych – hobby, zawodu czy poglądów politycznych. Prawdziwa bliskość to proces wzrostu i wspólna historia budowana w czasie, a nie wynik matematycznego równania. Jeśli agenci mają rzeczywiście działać, musieliby odkryć jakąś ukrytą prawdę o ludzkiej dynamice, której my sami nie potrafimy jeszcze nazwać.

Outsourcing bliskości

Pozostaje również kwestia etyczna i psychologiczna. Czy wizja z seryjnego hitu „Black Mirror”, w której algorytm testuje tysiące wariantów związku, zanim pozwoli nam się spotkać, nie odziera relacji z autentyczności? Z drugiej strony, jak zauważa Nicole Ellison z University of Michigan, skoro outsourcingujemy już niemal każdy aspekt naszego życia, od zakupów po logistykę, delegowanie „pracy” związanej z randkowaniem wydaje się naturalnym krokiem ewolucyjnym.

Paradoksalnie, twórcy Pixel Societies widzą w swojej technologii szansę na ucieczkę od ekranów. Twierdzą, że im więcej pracy wykona za nas inteligentna struktura cyfrowa, tym mniej czasu spędzimy na bezmyślnym scrollowaniu w poszukiwaniu miłości. Czy jednak będziemy gotowi zaufać werdyktowi maszyny, gdy ta powie nam, z kim powinniśmy pójść na kawę? Na razie Joelbot, agent jednego z dziennikarzy, umówił go na piwo i spotkanie biznesowe. Właściciel, sceptyczny wobec gustu swojego cyfrowego cienia, postanowił jednak nie skorzystać z zaproszenia.