Obronność

Drony uderzyły w serce rosyjskiego internetu. Centra danych Yandexu i Sberbanku mogą długo nie wrócić do formy

Rosja chętnie chwali się cyfrowymi osiągnięciami: rozbudowanym e-commerce i planami rozwoju sztucznej inteligencji. Część infrastruktury, na której to wszystko stoi, została właśnie wyłączona z gry. Jak opisuje Associated Press, w październiku ukraińskie drony uderzyły w trzy główne centra danych Yandexu, jedno należące do Sberbanku, największego banku w kraju, oraz jedno obsługujące VKontakte, rosyjski odpowiednik Facebooka.

Firmy nie ujawniają skali zniszczeń, ale użytkownicy i przedsiębiorstwa w całej Rosji zgłaszają szerokie zakłócenia w usługach chmurowych. Problemy dotknęły bankowość, e-commerce, geolokalizację i zamawianie przejazdów, a także Alisę, asystenta głosowego Yandexu, oraz multimodalne chatboty. Skutki dotarły nawet do sądownictwa: sądy arbitrażowe miały odwoływać lub przekładać posiedzenia, bo zabrakło dostępu do baz danych.

Pięć uderzeń w jedenaście dni

Kampania zaczęła się 8 października od Sasowa w obwodzie riazańskim. Tamtejsze centrum danych Yandexu mieści dwa z trzech superkomputerów firmy. Dzień później dron trafił w obiekt w Kałudze, a 11 października w ten we Włodzimierzu. Sberbank oberwał 14 października w Bałakowie w obwodzie saratowskim, gdzie ma centrum danych i ośrodek AI. Cztery dni później celem było centrum w Petersburgu obsługujące VKontakte.

Yandex ćwiczył scenariusz awarii jednego z sześciu swoich centrów danych. Nie był jednak przygotowany na to, że w ciągu czterech dni wypadną trzy najważniejsze. AP zaznacza, że nie było od razu jasne, dlaczego obrona powietrzna wokół tych obiektów zawiodła. Nick Reiners z Eurasia Group wskazuje na skalę problemu: Rosja musi chronić ogromny kraj i po prostu nie ma na to dość środków.

Wszystko w kilku budynkach

Yandex to w Rosji i wielu krajach byłego ZSRR firma-kombajn: wyszukiwarka, chmura, płatności, geolokalizacja, taksówki, handel online. Reiners porównuje ją do „Ubera, Amazona i Google’a w jednym”, z całą infrastrukturą skoncentrowaną w kilku centrach danych. „Z perspektywy strategicznej to doskonały cel” – mówi.

Efekty odczuli zwykli ludzie. Moskwianin Igor Mann nie mógł odebrać zamówienia z Yandex Market, a VPN nie pomógł. Taksówkarz Pavel Belyavskiy opowiadał, że nie mógł skontaktować się z pasażerami i po długim czekaniu anulował kursy. Przejściowych problemów doświadczyły też firmy i banki korzystające z chmury Yandexu. Firma twierdzi, że w kolejnych dniach przywróciła większość kluczowych usług chmurowych, przenosząc obciążenie do innych rosyjskich centrów danych.

Superkomputery, których nie da się kupić z półki

Najpoważniejsze skutki mogą dotyczyć AI. Trzy superkomputery Yandexu, na których trenowane są modele, należą do pięciuset najpotężniejszych na świecie. Najmocniejszy, w Sasowie, zajmował 19. miejsce. Yandex nie podaje, co dokładnie zostało zniszczone, ale zdjęcia satelitarne wskazują na poważne uszkodzenia. Obserwatorzy zwracają uwagę, że pożary wywołane atakami prawdopodobnie poważnie uszkodziły zaawansowane układy i inny kluczowy sprzęt.

Mikhail Klimarev z organizacji Internet Protection Society mówi: „Przy takim uderzeniu trudno oczekiwać, że cokolwiek ocalało – sprzęt w centrach danych jest delikatny, wymagający i drogi. Sadza z pożaru jest zabójcza dla elektroniki”. Jego zdaniem Rosja „znalazła się daleko w tyle w wyścigu AI”. Dodaje, że globalny niedobór zaawansowanych układów i sankcje na ich dostawy sprawią, że odbudowa będzie długa i kosztowna. „Nie jestem pewien, czy da się to zrobić w pół roku, rok, a nawet w ogóle” – przyznaje.

Connor Martin z Council on Foreign Relations zauważa, że Rosja i tak traciła do USA i Chin kilka lat, a ukraińskie uderzenia pogłębią ten dystans. Według niego Moskwa będzie miała kłopot z szybkim zastąpieniem projektowanych w USA układów Nvidia A100, na których pracują superkomputery Yandexu.

Prawo, które zwiększa podatność

Ukraina część krytycznych danych trzyma na serwerach w sojuszniczych krajach Europy, co ograniczyło skutki rosyjskich ataków na ukraińskie centra danych. Te zakłóciły wcześniej internet i transmisję telewizyjną. Rosja jest w odwrotnej sytuacji: jej polityka „suwerenności cyfrowej” wymaga przechowywania danych w kraju. „Skoro cała infrastruktura i wszystkie dane są w Rosji, łatwiej je unieszkodliwić” – mówi Reiners.

Klimarev przewiduje paradoksalny skutek: ataki mogą skłonić duże rosyjskie firmy do przenoszenia danych za granicę, a władze do złagodzenia dążenia do zaostrzania kontroli nad internetem. „Paradoksalnie ataki na centra danych uchroniły rosyjski internet przed izolacją, bo teraz trzeba będzie przenieść moce obliczeniowe, najpewniej do Europy” – ocenia. Jego zdaniem wiele rosyjskich firm już rozgląda się po europejskim rynku w poszukiwaniu mocy do wynajęcia.

Kolejny front wojny infrastrukturalnej

Centra danych to najnowszy element wzajemnych kampanii powietrznych przeciw infrastrukturze. Rosja niszczy ukraińską sieć energetyczną, a wraz ze zbliżającą się zimą nasiliła ataki, wykorzystując niedobór amerykańskich przechwytujących pocisków Patriot, których zapasy wyczerpała wojna USA z Iranem. Ukraina odpowiadała falami dronów na rosyjskie rafinerie, co wywołało poważny kryzys paliwowy. Uderzyła też w magazyny największych sklepów internetowych, Wildberries i Ozon.

Prezydent Donald Trump obwinia te ataki o wzrost światowych cen ropy, który w dużej mierze wynika jednak z wojny w Iranie. Na początku miesiąca zawarł z Władimirem Putinem porozumienie o imporcie oleju napędowego, czym zaskoczył Ukrainę i jej sojuszników.

Centra danych są jeszcze łatwiejszym celem niż rafinerie czy magazyny: to wielkie budynki wypełnione serwerami, z zapleczem energetycznym i chłodzeniem. Trwałe szkody może wyrządzić dron z relatywnie niewielkim ładunkiem. Pokazał to wcześniej Iran, którego drony uderzyły w dwa centra danych Amazon Web Services w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i jedno w Bahrajnie. AWS poinformowało w zeszłym miesiącu, że nie jest w stanie przywrócić dostępu do zasobów i danych w dwóch z nich.