Gadżety

Era chce być systemem operacyjnym dla sprzętu przyszłości. Startup zebrał 11 milionów dolarów

Branża urządzeń napędzanych sztuczną inteligencją znajduje się obecnie w trudnym punkcie zwrotnym. Spektakularne, choć merytorycznie dyskusyjne premiery takich projektów jak Humane czy Rabbit pokazały, że samo zamknięcie LLM-a w plastikowej obudowie to za mało, by przekonać do siebie rynek. W tę lukę próbuje wejść Era – startup, który zamiast konkurować na polu hardware’u, stawia na fundamenty. Spółka właśnie ogłosiła pozyskanie łącznie 11 milionów dolarów finansowania, by stać się silnikiem napędowym dla nowej fali inteligentnych przedmiotów.

Odwrót od dyktatu aplikacji

Koncepcja Ery, kierowanej przez weteranów z Humane, HP oraz projektów współpracujących z Jonym Ive’em, opiera się na eliminacji tradycyjnej warstwy aplikacji. Według Liz Dorman, CEO firmy, przyszłość elektroniki użytkowej nie powinna zależeć od kilku gigantów z Doliny Krzemowej narzucających zamknięte ekosystemy. Zamiast tego, Era oferuje platformę orkiestracji, która pozwala twórcom sprzętu – od producentów okularów po niszowych artystów – na szybkie wdrażanie zaawansowanych funkcji głosowych i wizualnych bez konieczności budowania własnej infrastruktury AI.

Platforma zapewnia dostęp do ponad 130 modeli językowych od 14 dostawców, oferując dynamiczne routowanie zapytań w zależności od dostępnej łączności czy kosztów operacyjnych. To podejście „agnostyczne względem sprzętu” ma umożliwić to, co Dorman nazywa „kambryjską eksplozją” urządzeń: od inteligentnej biżuterii, przez słuchawki z wbudowaną asystą, aż po niszowe gadżety kolekcjonerskie informujące o jakości powietrza czy notowaniach giełdowych.

Wyzwanie w świecie post-smartfonów

Inwestorzy, w tym fundusze Abstract Ventures i BoxGroup, oraz aniołowie biznesu tacy jak współzałożycielka Flickra Caterina Fake czy twórca klawiatury iPhone’a Ken Kocienda, wierzą w wizję „rozproszonej inteligencji”. Era nie chce być kolejnym gadżetem, który wyląduje w szufladzie po tygodniu testów. Ich model zakłada, że sprzęt AI odniesie sukces tylko wtedy, gdy będzie transparentny i dostosowany do konkretnych potrzeb użytkownika, a nie narzucony jako uniwersalne rozwiązanie do wszystkiego.

Kluczowym wyróżnikiem technologicznym ma być zarządzanie realnymi ograniczeniami, takimi jak stabilność połączenia czy prywatność danych. Era planuje udostępnić swoją platformę społeczności open source i twórcom typu „maker”, demonstrując, że inteligentne funkcje mogą zostać dodane do niemal każdego przedmiotu codziennego użytku. W świecie, gdzie AI stało się towarem masowym (commodity), prawdziwa wartość ma leżeć w płynnej integracji oprogramowania z fizyczną formą.

Krytyczne spojrzenie na rynek

Mimo optymizmu inwestorów, Era wkracza na teren usłany porażkami. Historia Humane, przejętego niedawno przez HP, czy marginalizacja startupu Rabbit pokazują, że konsumenci są sceptyczni wobec dedykowanych urządzeń AI, które dublują funkcje smartfonów. Sukces Ery zależy zatem od tego, czy ich platforma rzeczywiście umożliwi stworzenie urządzeń, które zaoferują unikalną wartość dodaną, a nie tylko głosowy interfejs do ChatGPT ukryty w broszce czy pierścionku.