Paradoks Starego Kontynentu: Europa adoptuje sztuczną inteligencję, ale buduje potęgę Doliny Krzemowej
Z raportu „State of AI in Europe: The Invisible Giant” wyłania się obraz kontynentu uwięzionego w specyficznej pułapce. Europa nie ma problemu z brakiem talentów ani z oporem przed nowymi technologiami. Wręcz przeciwnie – liczba aktywnych użytkowników modeli językowych (LLM) jest tu niemal dwukrotnie wyższa niż w USA, a stopień wdrożenia rozwiązań AI w wielu krajach europejskich przewyższa wskaźniki amerykańskie. Problem polega na tym, że korzystając z tych narzędzi, Europejczycy mimowolnie finansują rozwój obcych ekosystemów, oddając kontrolę nad danymi i kanałami dystrybucji platformom z USA i Chin.
Talenty w złych miejscach i brak skali
Europa i Stany Zjednoczone dysponują niemal identyczną liczbą specjalistów od sztucznej inteligencji – po około 325 tysięcy ekspertów. Kluczowa różnica tkwi jednak w ich zatrudnieniu. Podczas gdy w USA blisko połowa kadry AI pracuje w firmach technologicznych „digital native”, w Europie większość zasila tradycyjne sektory: bankowość, konsulting czy stare koncerny przemysłowe. Co więcej, to właśnie amerykańscy giganci, tacy jak Google czy Amazon, są jednymi z największych pracodawców dla europejskich inżynierów. W efekcie najzdolniejsze umysły z uniwersytetów w Berlinie, Paryżu czy Zurychu budują wartość akcjonariuszy z Kalifornii.
Kolejnym wąskim gardłem jest finansowanie fazy wzrostu. Choć w 2025 roku fundusze VC wpompowały w europejskie startupy AI rekordowe 21,8 miliarda dolarów, to prawdziwa przepaść otwiera się na późniejszych etapach. W fazie skalowania Europa inwestuje trzy razy mniej niż USA, a na etapie „late-stage” różnica ta jest już dziewięciokrotna. Statystyki są bezlitosne: ponad połowa kapitału płynącego do dojrzałych europejskich startupów pochodzi z zagranicy. Sprawdza się tu smutna diagnoza autorów raportu: Europa wychowuje innowatorów, ale to Ameryka przejmuje nad nimi własność.
Infrastrukturalna pustynia
Pod powierzchnią optymistycznych danych o liczbie startupów kryją się braki fundamentów. Europa, mimo posiadania 16% światowych centrów danych, dysponuje mniej niż 5% globalnych mocy obliczeniowych dedykowanych AI. Bez własnej infrastruktury i zaledwie jednym liczącym się graczem na rynku modeli językowych – francuskim Mistralem – kontynent pozostaje zależny od dostawców zewnętrznych. Symboliczna jest również statystyka patentowa: Europa generuje jedynie 3% globalnych patentów AI, podczas gdy USA odpowiadają za 70%.
Sytuacji nie ułatwia biurokracja. Fragmentaryczny system regulacyjny, obejmujący ponad 100 aktów prawnych i 270 organów nadzorczych, skutecznie hamuje innowacje. Strategia „Apply AI”, wprowadzona przez komisarz Hennę Virkkunen, ma ambicję uczynienia z AI strategicznego zasobu państwowego, jednak bez mobilizacji kapitału – na przykład funduszy emerytalnych – oraz gigantycznych inwestycji w chipy i serwerownie, Europa może na stałe zostać jedynie pasywnym konsumentem technologii, za którą wystawiane są rachunki w dolarach.
