Muzyka

Cyfrowa iluzja empatii: dlaczego muzyczny debiut AI Tilly Norwood to koncepcyjna porażka

Kiedy jesienią ubiegłego roku studio Particle6 zaprezentowało światu Tilly Norwood – „aktorkę” wygenerowaną przez algorytmy sztucznej inteligencji – środowisko filmowe zareagowało instynktownym oporem. Emily Blunt, zdobywczyni Złotego Globu, wprost apelowała do agencji o zaprzestanie takich praktyk. Przemysł, wciąż liżący rany po fali strajków przeciwko automatyzacji, widział w Norwood nie postęp, lecz zagrożenie. Twórcy projektu postanowili jednak pójść o krok dalej, przenosząc swoją cyfrową podopieczną do świata muzyki. Wynik tego eksperymentu, singiel „Take the Lead”, jest jednak czymś więcej niż tylko słabą kompozycją – to fascynujące studium artystycznej pustki.

Manifest maszyn w rytmie popu

Utwór, stylistycznie nawiązujący do dokonań Sary Bareilles czy estetyki teatralnego popu, opowiada o trudnościach bycia… postacią AI. Norwood w tekście przekonuje, że mimo bycia „fake”, posiada ludzką iskrę i nie jest marionetką. To tutaj pojawia się paradoks, który kładzie się cieniem na całym przedsięwzięciu. Muzyka, ze swej natury, opiera się na transferze doświadczeń i emocji. Tymczasem zespół osiemnastu osób – prompterów, montażystów i projektantów – stworzył hymn o problemie, którego nie doświadczył i nigdy nie doświadczy żaden człowiek. Narracja o „dyskryminacji algorytmów” brzmi w uszach słuchacza nie tylko fałszywie, ale wręcz groteskowo.

Najbardziej kuriozalna część utworu przypada na refren, będący swoistym wezwaniem do broni dla innych „aktorów AI”. Norwood śpiewa o budowaniu własnej przyszłości, skalowaniu i ewolucji, która ma być kluczem do wolności. Teledysk dopełnia ten obraz: cyfrowa postać przechadza się korytarzami serwerowni, by po chwili, przy przewidywalnej zmianie tonacji, stanąć przed stadionem wiwatujących, również wygenerowanych ludzi. To triumf w próżni, celebrujący technologię odciętą od jakiegokolwiek zakorzenienia w rzeczywistości.

Systemowa kopia bez duszy

Krytyka, jaka spadła na „Take the Lead”, nie dotyczy wyłącznie warstwy dźwiękowej. To przede wszystkim sprzeciw wobec wtórności. Tak jak przed dwoma dekadami recenzenci piętnowali kserowanie starych wzorców rockowych, tak dzisiaj projekty typu Tilly Norwood oskarża się o bycie „cyfrowymi kserokopiarkami”. SAG-AFTRA, związek zawodowy aktorów, postawił sprawę jasno: Norwood nie jest aktorką, lecz programem wytrenowanym na pracy tysięcy artystów bez ich zgody i wynagrodzenia.

Problem z muzyką generatywną, taką jak ta tworzona przez modele Suno czy projekty pokroju Xanii Monet, tkwi w ich ontologicznym deficycie. Nawet jeśli kompozycyjnie utwór jest poprawny, pozostaje on jedynie statystycznym przybliżeniem ludzkiej twórczości. W przypadku Tilly Norwood ten deficyt jest potęgowany przez fakt, że postać ta usiłuje budować relację ze słuchaczem na bazie empatii wobec kodu źródłowego. To próba zawłaszczenia języka wykluczenia przez technologię, która sama w sobie jest produktem korporacyjnym.

Ostatecznie „Take the Lead” może zapisać się w historii jako moment, w którym branża AI przestała udawać, że służy ludziom, a zaczęła tworzyć treści dla samej siebie. Jeśli celem Particle6 było wywołanie dyskusji, odnieśli sukces. Jeśli jednak chcieli stworzyć autentyczną gwiazdę, udowodnili jedynie, że algorytm, choć potrafi naśladować ból czy pasję, nie ma pojęcia, co one oznaczają.