Prawo

Cameo pozywa OpenAI o naruszenie znaku towarowego w związku z aplikacją do generowania wideo przez AI

W dynamicznie zmieniającym się krajobrazie technologicznym, gdzie sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza w nowe obszary, dochodzi do napięć na styku innowacji i praw własności intelektualnej. Najnowszym przykładem jest pozew złożony przez firmę Cameo, twórcę popularnej platformy oferującej spersonalizowane wiadomości wideo od gwiazd, przeciwko OpenAI. Przedmiotem sporu jest rzekome naruszenie znaku towarowego przez OpenAI, które wprowadziło do swojej aplikacji Sora funkcję o nazwie „Cameo”, umożliwiającą generowanie celebryckich wideo za pomocą AI.

Pozew, złożony 28 października w kalifornijskim sądzie federalnym, wskazuje na rosnące „zamieszanie konsumentów” wynikające z rozpowszechniania się generowanych przez AI filmów z wizerunkami celebrytów, często w nietypowych kontekstach. Steven Galanis, współzałożyciel i CEO Cameo, podkreśla, że użycie zastrzeżonej nazwy przez OpenAI dla analogicznego celu stanowi egzystencjalne zagrożenie dla jego biznesu. „To jasny sygnał, że próbują wywołać zamieszanie za pomocą tej nowej technologii, a dla nas może to być kwestia istnienia” – komentuje Galanis.

Odpowiedź OpenAI była zwięzła: „Przeglądamy skargę, ale nie zgadzamy się, że ktokolwiek może rościć sobie wyłączną własność do słowa »cameo«” – stwierdził rzecznik firmy. Funkcja nazwana „Cameo”, uruchomiona we wrześniu, pozwala użytkownikom aplikacji Sora na inkorporowanie wizerunków celebrytów do ich własnych kreacji tekstowo-wideo, generowanych przez AI. Już teraz w sieci krążą liczne przykłady takich filmów, w których udział biorą zarówno żyjące gwiazdy, jak Jake Paul czy Mark Cuban, jak i nieżyjące postaci, jak Fred Rogers czy Bob Ross, często w scenariuszach wykraczających poza ramy konwencji, co rodzi pytania o etykę i wizerunek.

Dla Galanisa, masowe rozpowszechnianie się generowanych przez AI filmów, stylizowanych na TikTok, nie jest bynajmniej powodem do żartów. Wskazuje on na problem, jakim jest ryzyko, że wpisując w wyszukiwarkę „Cameo”, użytkownicy zamiast autentycznych wiadomości od gwiazd otrzymają „gnioty AI”. „Nie mam problemu z technologią. Mam problem z tym, jak to nazywają” – tłumaczy CEO Cameo. Problem ten może ulec pogłębieniu wraz z niedawnym uruchomieniem przez OpenAI przeglądarki ChatGPT Atlas, która ma konkurować z Google Chrome.

Firma Cameo, założona w 2017 roku, stworzyła pionierską platformę, umożliwiającą fanom zamawianie spersonalizowanych pozdrowień wideo od szerokiego grona sław. Okres pandemii przyniósł jej status jednorożca, choć po jej zakończeniu firma borykała się z problemami finansowymi, prowadzącymi do redukcji zatrudnienia. Ostatnio jednak Cameo wraca na ścieżkę rentowności i rozbudowuje zespół. Decyzja o pozwanie OpenAI, giganta wycenianego na 500 miliardów dolarów, nie była łatwa. Galanis podkreśla, że po nieudanych próbach polubownego rozwiązania sporu, złożenie pozwu było jedyną opcją obrony interesów firmy.

W pozwie Cameo domaga się sądowego zakazu używania słów „Cameo” lub „Cameos” w kontekście usług OpenAI, a także nieokreślonych odszkodowań. Rozstrzygnięcie tej sprawy może ustanowić ważny precedens w kontekście praw własności intelektualnej w erze szybko rozwijającej się sztucznej inteligencji, zmuszając do refleksji nad granicami innowacji i koniecznością ochrony ugruntowanych marek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *