Donald Trump i zalew treści generowanych przez AI: Zwiastun nowej ery propagandy cyfrowej?
Donald Trump, postać kojarzona dotychczas z tradycyjnymi formami komunikacji, nagle stał się prekursorem w wykorzystywaniu sztucznej inteligencji do szerzenia przekazów w mediach społecznościowych. To zjawisko budzi pytania o autentyczność, strategię i potencjalne konsekwencje dla dyskursu politycznego.
Od „Top Gun” do „Trump Gaza”: ewolucja AI w polityce
Najgłośniejszym przykładem zaangażowania Trumpa w technologię AI jest filmik, który ukazał się przed protestami „No Kings”. Prezentował on prezydenta jako pilota myśliwca z napisem „KING TRUMP”, z koroną zamiast hełmu, zrzucającego ekskrementy na protestujących w Times Square. Ten materiał to tylko wierzchołek góry lodowej. Wcześniej pojawiły się już inne, kontrowersyjne treści, w tym przedstawienie Hakeema Jeffriesa w karykaturalny sposób oraz surrealistyczny film „Trump Gaza”.
Rodzi się pytanie: jak te materiały trafiają na oficjalne profile Trumpa? Według źródeł zbliżonych do Białego Domu, Trump sam czasami udostępnia filmiki, które uzna za zabawne, znalezione na Truth Social lub w innych kanałach. Częściej jednak to jego współpracownicy identyfikują treści i uzyskują zgodę na ich publikację. Istotne jest, że Trump nie tworzy tych materiałów osobiście.
Kto stoi za cyfrowymi manipulacjami?
Biały Dom niechętnie udziela informacji na temat genezy konkretnych nagrań, takich jak wspomniany film o myśliwcu, ani tego, kto finalnie zatwierdził jego publikację. Z ogólnej obserwacji wynika, że Trump osobiście pisze mniej postów niż w czasach swojej największej aktywności na Twitterze. Od dawna polegał na dyktowaniu i adnotacjach na wydrukach, co nie zawsze uchroniło go przed błędami, jak słynne „covfefe”.
Jeszcze przed erą AI, Trump dostrzegał wartość w posiadaniu zespołu zarządzającego jego obecnością w mediach społecznościowych. Jego tweety często trafiały na pierwsze strony gazet i wpływały na rynki finansowe. Po zawieszeniu konta na Twitterze, Trump założył własną platformę, Truth Social, w październiku 2021 roku.
Na obecnym etapie, za publikacje na Truth Social odpowiada głównie dwóch kluczowych pracowników. Dan Scavino, wieloletni doradca Trumpa, oraz Natalie Harp, która zyskała przydomek „ludzkiej drukarki”. Szacuje się, że 95% postów na Truth Social jest wykonywanych przez Scavino lub Harp. Ta statystyka jest znacznie wyższa w porównaniu do czasów Twittera, kiedy Trump częściej osobiście publikował treści.
Niewiadome i konsekwencje
Wciąż pozostaje wiele niewiadomych dotyczących wykorzystywania generatywnej AI przez administrację Trumpa. Nie wiemy, kto tworzy filmy, których Trump nie znajduje „na ulicy”, ani czy istnieje preferowana usługa generująca te treści, jak np. Grok Imagine xAI lub Sora OpenAI.
Niezależnie od używanego oprogramowania, prezydent wprowadza naród na nowe terytorium. To może nie jest „deepfake” w najbardziej makiawelicznym sensie, który mógłby faktycznie manipulować wyborami, ale mimo wszystko budzi poważne obawy. Eksperci od lat ostrzegają przed zagrożeniami, jakie fałszywe filmy mogą stanowić dla demokracji.
Na razie jesteśmy w znacznie bardziej trywialnym punkcie tej osi czasu. Wygląda na to, że za strategią Białego Domu w kwestii tych filmów nie kryje się nic poza trollingiem i kpiną dla samego faktu ich istnienia. Mamy jednak do czynienia ze starzejącym się prezydentem, który mylił materiały archiwalne z rzeczywistymi warunkami na miejscu i teraz swobodnie posługuje się technologią AI, zacierającą granice między prawdą a fikcją, między powagą a absurdem. Pytanie brzmi: co może pójść nie tak?
