Więcej niż dzwonek do drzwi. Ring otwiera ekosystem kamer dla zewnętrznych deweloperów

Zainstalowanie ponad 100 milionów kamer w domach i firmach na całym świecie to kapitał, którego nie sposób ignorować. Ring, marka należąca do Amazona, postanowiła wykonać ruch, który może trwale zmienić sposób, w jaki postrzegamy domowy monitoring. Zamiast ograniczać się do prostego przesyłu obrazu i wykrywania ruchu, firma otwiera swój ekosystem dla zewnętrznych programistów, wprowadzając dedykowany sklep z aplikacjami bazującymi na sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja w służbie codzienności

Inicjatywa, która zadebiutowała podczas targów CES, jest czymś więcej niż tylko technologicznym dodatkiem. To próba zagospodarowania tak zwanego długiego ogona zastosowań, których producent nie byłby w stanie obsłużyć samodzielnie. Dzięki nowej platformie standardowa kamera może stać się asystentem opieki nad osobami starszymi – oprogramowanie firmy Density potrafi wykrywać upadki i niepokojące zmiany w rutynie seniorów, o czym natychmiast informuje rodzinę.

Zastosowania biznesowe są równie intrygujące. Deweloperzy tacy jak QueueFlow czy Lumeo oferują narzędzia do analizy przepływu klientów, mierzenia czasu oczekiwania w kolejkach czy monitorowania obłożenia lokali gastronomicznych. Dla właścicieli nieruchomości na wynajem krótkoterminowy aplikacja Minut zapewnia dyskretną kontrolę bez naruszania prywatności gości, łącząc dane z kamer z czujnikami hałasu i temperatury.

Cienka granica między sferą prywatną a inwigilacją

Ambitne plany Jamiego Siminoffa, twórcy Ringa, muszą jednak zmierzyć się z rosnącym oporem społecznym wobec technologii rozpoznawania obrazu. Firma, która w przeszłości była krytykowana za zbyt bliską współpracę z organami ścigania, stara się tym razem dmuchać na zimne. Strategia zakłada rygorystyczną selekcję dostępnego oprogramowania.

Jak deklaruje Siminoff, sklep nie dopuści aplikacji naruszających prywatność w sposób drastyczny – mowa tu przede wszystkim o systemach rozpoznawania twarzy czy automatycznych czytnikach tablic rejestracyjnych. To wyraźny sygnał, że gigant wyciągnął lekcję z kontrowersji wokół współpracy z Flock Safety czy policyjnych zapytań o nagrania. Nowy ekosystem ma być kojarzony z „wartością dla klienta”, a nie z rozbudową globalnej sieci inwigilacji.

Model biznesowy poza kontrolą gigantów

Interesującym aspektem przedsięwzięcia jest sposób jego dystrybucji. Ring sprytnie omija systemy płatności Apple i Google. Sklep z aplikacjami jest dostępny wewnątrz natywnej aplikacji Ring, ale same transakcje i głębsza funkcjonalność wymagają często instalacji oprogramowania partnera bezpośrednio ze źródeł zewnętrznych. Dzięki temu Amazon unika płacenia wysokich prowizji gigantom z Cupertino i Mountain View.

Ring zamierza zarabiać na pośrednictwie, pobierając od partnerów około 10% prowizji od sprzedaży. Model ten jest elastyczny – deweloperzy mogą oferować subskrypcje, jednorazowe opłaty, a nawet darmowe narzędzia wspierane reklamami. Na starcie dostępnych jest około 15 aplikacji, od detektorów pożaru po ciekawostki takie jak WhatsThatBird.AI do identyfikacji ptaków. Cel jest jednak jasny: do końca roku liczba dostępnych narzędzi ma iść w setki, obejmując dziesiątki różnych branż.

Ring przestaje być firmą produkującą dzwonki do drzwi. Staje się właścicielem gigantycznej sieci sensorów wizyjnych, o których przeznaczeniu będą teraz decydować deweloperzy aplikacji i ich pomysłowość w wykorzystaniu algorytmów uczenia maszynowego w świecie rzeczywistym.