Biznes

Krach w sektorze oprogramowania. „Claude Cowork” urzeczywistnił lęki o przyszłość SaaS

Wystarczyło jedno wdrożenie, by na nowo rozpalić debatę o trwałości modeli biznesowych w branży oprogramowania. Premiera „Claude Cowork”, biurowego wariantu narzędzia kodującego od Anthropic, wywołała na Wall Street reakcję łańcuchową, której skutki odczuwają najwięksi gracze sektora SaaS (Software as a Service). Narzędzie, zintegrowane bezpośrednio z aplikacją Claude, potrafi autonomicznie tworzyć arkusze kalkulacyjne na podstawie zrzutów ekranu, generować raporty z luźnych notatek i porządkować dane na lokalnym komputerze użytkownika. To, co dla entuzjastów technologii brzmi jak kolejna rewolucja w produktywności, dla inwestorów stało się sygnałem alarmowym.

Panika na parkiecie, euforia w kodzie

Reakcja rynku była natychmiastowa i brutalna. Według raportu Bloomberga entuzjastyczne recenzje użytkowników na platformach takich jak LinkedIn czy X przełożyły się bezpośrednio na pesymizm inwestorów giełdowych. Intuit, właściciel popularnego w USA oprogramowania księgowego TurboTax, stracił w ciągu jednego tygodnia 16 proc. wartości – to jego najgorszy tygodniowy wynik od trzech lat. Adobe i Salesforce zanotowały spadki przekraczające 11 proc.

Sytuacja wygląda jeszcze poważniej, gdy spojrzymy na szerszy obraz. Koszyk akcji spółek SaaS monitorowany przez Morgan Stanley stracił od początku roku 15 proc., pogłębiając zeszłoroczną przecenę. Dzieje się to w specyficznym momencie rynkowym: podczas gdy szeroki indeks Nasdaq 100 zbliża się do historycznych szczytów, spółki takie jak ServiceNow handlowane są na najniższych poziomach od lat.

Problem wyceny w erze autonomii

Bryan Wong, zarządzający portfelem w Osterweis Capital Management, zwraca uwagę na fundamentalny problem: niepewność. Tempo zmian technologicznych sprawia, że tradycyjne modele prognozowania wzrostu stają się bezużyteczne. Trudno bowiem oszacować właściwy mnożnik wyceny dla firmy, która musi konkurować z agentami AI działającymi 24 godziny na dobę, zdolnymi realizować wielkie projekty w jeden dzień, a nie w miesiąc.

Jordan Klein z Mizuho Securities w notatce do klientów podkreślił, że Claude Cowork ucieleśnia dokładnie ten typ możliwości, którego rynek obawiał się od dawna. Inwestorzy instytucjonalni usztywniają swoje niedźwiedzie pozycje. Wielu z nich nie widzi powodu, by posiadać w portfelu akcje producentów oprogramowania, niezależnie od tego, jak tanie by się one nie wydawały. Panuje przekonanie, że tradycyjne aplikacje mogą stać się zbędnym pośrednikiem.

Rozjazd między sprzętem a oprogramowaniem

Obecna sytuacja rynkowa jaskrawo uwypukla dysproporcję między producentami infrastruktury a twórcami aplikacji. Spółki takie jak Nvidia czy AMD cieszą się dużą przewidywalnością przychodów, gwarantowaną przez gigantyczne wydatki Microsoftu, Amazona czy Alphabetu na rozbudowę centrów danych. Jonathan Cofsky z Janus Henderson Investors zauważa, że w przypadku oprogramowania tej pewności brakuje. Nie wiemy jeszcze, jak AI przemodeluje ekosystem aplikacji, ale rynek zakłada pesymistyczny wariant.

Co więcej, własne inicjatywy AI dotychczasowych liderów rynku nie przynoszą na razie spektakularnych rezultatów finansowych. Salesforce promuje swoje rozwiązanie Agentforce, jednak nie przełożyło się to jeszcze w znaczący sposób na wzrost przychodów. Podobnie Adobe w swoim ostatnim raporcie kwartalnym pominęło aktualizację kluczowych wskaźników związanych z adopcją sztucznej inteligencji, co tylko podsyciło obawy inwestorów.

Efekt? Wyceny spółek software’owych szorują po dnie. Koszyk SaaS Morgan Stanley wyceniany jest obecnie na 18-krotność prognozowanych zysków, co jest historycznym minimum. Dla porównania, średnia z ostatniej dekady wynosiła ponad 55-krotność. Choć analitycy z Barclays czy Goldman Sachs sugerują, że może to być okazja do zakupów, a AI w długim terminie stanie się wiatrem w żagle dla sektora, na razie dominuje strach przed technologiczną wymianą warty.