Cyfrowe myto Apple: gigant zarabia miliardy na słabości własnej sztucznej inteligencji
Strategia Apple w obszarze sztucznej inteligencji przypomina model działania właściciela autostrady, który nie buduje samochodów, ale pobiera opłatę od każdego, kto chce nimi przejechać. Podczas gdy Microsoft, Meta czy Google prześcigają się w wydatkach na centra danych i autorskie modele językowe, gigant z Cupertino spokojnie liczy zyski z cudzej inwencji. Według prognoz, już w 2026 roku przychody Apple z segmentu generatywnej sztucznej inteligencji przekroczą barierę miliarda dolarów. Co najciekawsze – nie będą one owocem pracy inżynierów z Kalifornii, lecz podatku nałożonego na konkurencję.
Podatek od inteligencji
iPhone stał się najważniejszą bramą do świata chatbotów, a Apple skutecznie wykorzystuje ten fakt jako operator „punktu poboru opłat”. Mechanizm jest prosty i bezlitosny: każda subskrypcja zakupiona przez aplikację w App Store wiąże się z marżą sięgającą nawet 30 procent. Z danych analitycznych firmy AppMagic wynika, że tylko w 2025 roku dostawcy rozwiązań AI przelali na konta Apple blisko 900 milionów dolarów. Lwią częścią tej kwoty, bo aż trzy czwarte, wygenerował ChatGPT, udowadniając, że dominacja OpenAI na rynku konsumenckim jest dla Tima Cooka darem niebios.
Przychody te wykazują dużą dynamikę, choć nie są pozbawione sezonowości. Po rekordowym sierpniu 2025 roku, kiedy miesięczne wpływy osiągnęły poziom 101 milionów dolarów, nastąpiło lekkie ochłodzenie rynku. Niemniej jednak, dla inwestorów takich jak Charles Rinehart z Johnson Asset Management, pozycja Apple jest unikalna. Firma posiada tzw. „fosę biznesową”, która chroni ją przed koniecznością brania udziału w wyniszczającym wyścigu zbrojeń na polu potężnych procesorów i gigantycznego zużycia energii.
Siri w cieniu gigantów
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja rynkowa własnych produktów Apple. Siri, niegdyś pionierski asystent głosowy, od lat zmaga się z problemami technologicznymi i organizacyjnymi. Seria opóźnień wewnętrznych projektów oraz odejście szefa działu AI, Johna Giannandrea, zmusiły firmę do upokarzającej współpracy z konkurencją. Nowa wersja Siri będzie początkowo w dużej mierze wydmuszką napędzaną przez model Gemini od Google.
Apple nie wydaje fortuny na trenowanie własnych modeli o skali GPT-4, co z punktu widzenia bilansu finansowego jest ruchem genialnym, choć ryzykownym wizerunkowo. Zamiast budować własne „silniki”, Apple oferuje najatrakcyjniejszą witrynę sklepową. To sprawia, że tacy gracze jak xAI ze swoim Grokiem czy Anthropic, muszą akceptować warunki narzucane przez Cupertino, jeśli chcą dotrzeć do portfeli użytkowników iPhone’ów.
Ucieczka z ekosystemu
Konkurencja zdaje sobie sprawę z tej pułapki. OpenAI pod kierownictwem Sama Altmana podejmuje próby uniezależnienia się od dyktatu App Store, co widać chociażby w przejęciu startupu budującego dedykowany sprzęt pod wodzą Jony’ego Ive’a – byłego legendarnego projektanta Apple. Na ten moment są to jednak działania o charakterze partyzanckim. Dopóki smartfon pozostaje centrum cyfrowego życia, Apple pozostaje beneficjentem każdego przełomu w dziedzinie AI, niezależnie od tego, czy samo potrafi go stworzyć, czy nie.
