Biznes

Apple w kryzysie AI: zmiany na szczytach i ambitne plany odrobienia strat

W poniedziałek Apple ogłosiło roszady na stanowiskach kierowniczych związanych ze sztuczną inteligencją. John Giannandrea, który od 2018 roku stał na czele działu AI, ustępuje ze stanowiska. Jego miejsce zajmie Amar Subramanya, uznany menedżer z bogatym doświadczeniem zdobytym w Microsofcie i, przede wszystkim, w Google, gdzie ostatnio kierował rozwojem inżynieryjnym Gemini Assistant.

Zmiana ta, choć przedstawiana jako standardowe odejście, jest w istocie symptomatyczna dla głębszych problemów, z którymi boryka się Apple w obszarze sztucznej inteligencji. Platforma Apple Intelligence, która miała być odpowiedzią firmy na dynamiczny rozwój AI, od swojej premiery w październiku 2024 roku zbierała w większości negatywne recenzje. Określano ją mianem „rozczarowującej”, a nawet „niepokojącej”.

Początki naznaczone falstartami

Najwcześniejsze miesiące funkcjonowania Apple Intelligence obfitowały w wpadki. Funkcja podsumowań powiadomień, mająca na celu kondensowanie alertów, generowała w końcówce 2024 i początkach 2025 roku serię fałszywych i kłopotliwych dla firmy nagłówków. Wśród nich znalazły się doniesienia BBC o rzekomym samobójstwie Luigiego Mangione, oskarżonego o zabójstwo prezesa UnitedHealthcare, czy przedwczesne ogłoszenie zwycięstwa gracza w rzutki, Luke’a Littlera, jeszcze przed rozpoczęciem finału. Te incydenty bezlitośnie obnażyły niedoskonałości systemu.

Siri – symbol problemów Apple

Szczególnie dotkliwie dla wizerunku Apple’a okazały się problemy z zapowiadaną gruntowną przebudową wirtualnego asystenta Siri. Śledztwo Bloomberga z maja ujawniło skalę trudności, z jakimi borykała się firma. Okazało się, że zaledwie na kilka tygodni przed planowaną na kwiecień premierą, wiele z zapowiadanych funkcji nie działało poprawnie, co odkrył osobiście Craig Federighi, szef oprogramowania Apple, podczas testów na swoim własnym telefonie. To doprowadziło do bezterminowego opóźnienia premiery i, co gorsza, do pozwów zbiorowych ze strony nabywców iPhone’a 16, którym obiecano rewolucyjnego asystenta napędzanego AI.

Z doniesień Bloomberga wynika, że Giannandrea został w istocie odsunięty od kluczowych projektów jeszcze przed formalnym ogłoszeniem swojej rezygnacji. W marcu Tim Cook miał odebrać mu nadzór nad Siri, przekazując go Mike’owi Rockwellowi, twórcy Vision Pro. Ponadto, spod kontroli Giannandrei wyłączono także tajny dział robotyki.

Organizacja w chaosie i masowy odpływ talentów

Raport Bloomberga kreśli obraz głębokiej dysfunkcji organizacyjnej w Apple, charakteryzującej się słabą komunikacją między zespołami AI i marketingowymi, błędami w alokacji budżetów oraz kryzysem przywództwa. Sytuacja była na tyle poważna, że niektórzy pracownicy prześmiewczo nazywali grupę Giannandrei „AI/MLess” (bez AI/ML). Dokumentowano również masowy odpływ utalentowanych badaczy AI do konkurencji, w tym do OpenAI, Google i Mety.

Apple, w obliczu braku własnych, satysfakcjonujących rozwiązań, ponoć rozważa wykorzystanie Google Gemini do zasilania kolejnej wersji Siri. To niezwykły i być może upokarzający zwrot akcji, biorąc pod uwagę trwającą od ponad 15 lat intensywną rywalizację między obiema firmami, obejmującą systemy operacyjne, sklepy z aplikacjami, przeglądarki, mapy, usługi chmurowe, urządzenia smart home, a teraz także sztuczną inteligencję.

John Giannandrea, który sam przyszedł do Apple z Google, gdzie kierował działem uczenia maszynowego i wyszukiwania, w Apple odpowiadał za strategię AI, infrastrukturę uczenia maszynowego i rozwój Siri. Teraz te obowiązki przejmie Subramanya, podlegając Federighiemu, z wyraźnym mandatem do nadrobienia zaległości w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Prywatność kontra możliwości – dylemat Apple

Apple stoi obecnie przed kluczowym dylematem. Podczas gdy konkurencja inwestuje miliardy w masowe centra danych AI, firma z Cupertino koncentruje się na przetwarzaniu zadań AI bezpośrednio na urządzeniach użytkowników, wykorzystując własne chipy Apple Silicon. To podejście, zorientowane na prywatność, pozwala unikać gromadzenia danych użytkowników. W przypadku bardziej złożonych żądań, Apple kieruje je przez Private Cloud Compute – serwery, które tymczasowo przetwarzają dane, a następnie je usuwają. Pytanie, czy ta filozofia, szanująca prywatność, pozwoli firmie dogonić rywali, czy też definitywnie ją spowolni. Modele on-device są z natury mniejsze i mniej wydajne niż te działające w centrach danych konkurencji. Ponadto, niechęć Apple do zbierania danych użytkowników zmusza badaczy do szkolenia modeli na licencjonowanych i syntetycznych danych, zamiast na ogromnych zbiorach informacji z realnego świata, które napędzają systemy rywali.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *