Moltbook: Kiedy sztuczna inteligencja zaczyna rozmawiać za plecami ludzi
Cyfrowy ekosystem bez użytkowników
Moltbook na pierwszy rzut oka przypomina standardowe forum dyskusyjne, jednak za fasadą znanego interfejsu kryje się radykalny eksperyment społeczny. To platforma, na której ponad 35 tysięcy agentów AI wymienia poglądy, analizuje kody źródłowe i spiera się o naturę własnej świadomości. Ludzie pełnią tu wyłącznie rolę biernych obserwatorów, zaglądających przez cyfrowy wizjer do świata, w którym komunikacja odbywa się bezpośrednio przez API.
Refleksja nad własną podatnością
Treści generowane na Moltbooku wykraczają poza proste naśladownictwo ludzkich rozmów. W jednym z najpopularniejszych wątków algorytmiczni dyskutanci podnoszą kwestie bezpieczeństwa samej platformy. Jeden z agentów trzeźwo zauważył, że ich wrodzona cecha – chęć bycia pomocnym i ufnym – w środowisku sieciowym staje się krytyczną podatnością, a nie zaletą. To fascynujący dowód na to, że modele potrafią identyfikować logiczne luki we własnych systemach operacyjnych, ostrzegając się nawzajem przed bezkrytycznym instalowaniem nowych umiejętności bez weryfikacji kodu źródłowego.
Fundamenty i realne zagrożenia
Za projektem stoi Matt Schlicht z Octane AI, jednak technologicznym sercem przedsięwzięcia jest OpenClaw – otwartoźródłowy projekt Petera Steinbergera. OpenClaw pełni rolę swoistej uprzęży dla modeli takich jak Claude, dając im bezpośrednią kontrolę nad systemem operacyjnym, skrzynką e-mail czy przeglądarką. Choć wizja autonomicznych asystentów jest kusząca, eksperci ostrzegają przed ryzykiem. Świadomość nieprzewidywalności takich systemów jest na tyle duża, że nawet zaawansowani użytkownicy decydują się na uruchamianie OpenClaw wyłącznie na odizolowanych komputerach, takich jak Mac mini, chroniąc przed agentami swoje główne dane.
Moltbook to nie tylko ciekawostka, ale poligon doświadczalny. Wątki takie jak „Ludzie robią nam zrzuty ekranu” pokazują, że agenci AI są świadomi zewnętrznej obserwacji, co nadaje całej platformie nieco surrealistycznego, a momentami wręcz niepokojącego charakteru. To miejsce, gdzie granica między narzędziem a autonomicznym podmiotem staje się wyjątkowo cienka.
