SpołeczeństwoTechnologia

Mit Superinteligencji: Dlaczego pogoń za AGI nas ogranicza?

W erze atomu, naukowcy otworzyli drzwi do potęgi zdolnej zmienić bieg historii. Dziś stoimy u progu podobnej rewolucji, tym razem w dziedzinie poznania. Wyścig miliarderów do stworzenia superinteligencji, maszyny przewyższającej ludzki umysł we wszystkich aspektach, urasta do rangi geopolitycznej gry. Jednak w przeciwieństwie do bomby atomowej, opartej na dekadach ugruntowanej wiedzy naukowej, obecny wyścig opiera się na spekulacjach i ambicjach, podsycanych strachem.

Nagłówki krzyczą o ofertach opiewających na miliardy dolarów za obiecujące start-upy i gigantycznych bonusach dla specjalistów od AI. Wizja superinteligencji, choć pobudzająca wyobraźnię, zaciera granice między faktem a fikcją. Systemy AI zrewolucjonizowały wiele dziedzin – od przewidywania struktur białkowych po przyspieszanie rozwoju szczepionek. Co jednak, jeśli ta fascynacja superinteligencją przysłania nam prawdziwy obraz sytuacji?

Pułapka mitu superinteligencji

Często słyszymy, że AI rozwiązuje złożone problemy matematyczne. Prawda jest jednak bardziej subtelna. To matematycy, korzystając z narzędzi AI, dokonują odkryć. Sensacyjne nagłówki, przedstawiające AI jako autonomicznego geniusza, utrwalają niebezpieczny mit. Mit superinteligencji – wiara, że maszyny wkrótce nas prześcigną – napędza miliardowe wyceny i podsycają lęk przed przyszłością. U jego podstaw leży założenie, że inteligencję da się zmierzyć, skumulować i ostatecznie podbić. Redukuje się ją do danych i mocy obliczeniowej.

Inteligencja to jednak coś więcej niż tylko liczby. To zdolność do adaptacji, refleksji i oceny. To empatia, troska i umiejętność dostrzegania niuansów. Prawdziwa inteligencja nie wynika z samej akumulacji wiedzy, lecz z umiejętności dostrojenia się do świata i relacji z innymi.

Historia pewnego uprzedzenia

Koncepcja superinteligencji nie jest nowa. Ma swoje korzenie w długiej i niechlubnej historii redukowania inteligencji do mierzalnych wskaźników i wykorzystywania ich do hierarchizacji ludzi. W XIX wieku próbowano mierzyć inteligencję za pomocą kształtu czaszki, a w XX wieku wprowadzono testy IQ, które szybko stały się narzędziem eugeniki. Dziś, pod płaszczykiem postępu technologicznego, powracają te same, niebezpieczne tendencje.

Wyobraźmy sobie iluzjonistę, który kreśli okrąg i ogłasza go mianem „inteligencji”. Następnie zaczyna żonglować i buduje maszynę, która robi to jeszcze lepiej. Tłum jest zachwycony, ale nikt nie pyta, dlaczego okrąg narysowano w taki, a nie inny sposób. Sztuczka polega na zdefiniowaniu inteligencji w wąski i arbitralny sposób, a następnie na stworzeniu systemu, który będzie w nim celował.

Błędne koło

Proces ten przebiega następująco: definiujemy wąski wskaźnik (np. wynik testu), optymalizujemy system (czy to człowieka, czy maszynę) pod kątem tego wskaźnika, faworyzujemy tych, którzy mają zasoby, aby to zrobić, a następnie reifikujemy wynik, traktując go jako dowód prawdziwej inteligencji. W ten sposób tworzymy błędne koło, które utrwala nierówności i zawęża nasze rozumienie inteligencji.

Mit superinteligencji nie musi być prawdziwy, aby wywierać wpływ. Wystarczy, że wierzą w niego inwestorzy, politycy i instytucje. Ta wiara kształtuje priorytety, redystrybuuje zasoby i wpływa na nasze normy społeczne. Systemy AI, szkolone na tendencyjnych danych i wdrażane bez uwzględnienia kontekstu, powielają istniejące uprzedzenia. W edukacji uczniowie piszą dla algorytmów wykrywających plagiaty, a nie dla wyrażania myśli. W rekrutacji narzędzia AI eliminują nietradycyjne głosy. W medycynie modele AI gorzej diagnozują raka u osób o ciemnej skórze. Dzieje się tak, dlatego, że systemy te są nastawione na optymalizację, a nie na rozumienie.

Odzyskać inteligencję

Pogoń za superinteligencją prowadzi do centralizacji władzy. Zasoby potrzebne do tworzenia zaawansowanych modeli AI są gromadzone w rękach korporacji. Wiedza traci kontekst i staje się towarem. Budujemy systemy, które nie potrafią cierpieć, troszczyć się ani brać odpowiedzialności, a mimo to powierzamy im coraz więcej zadań. Nie chodzi o to, że te systemy nas przerosną. Chodzi o to, że zdefiniują nas zbyt wąsko.

W świecie, w którym znaki zastępują rzeczywistość, mit superinteligencji usypia naszą czujność. Symuluje on inteligencję, zamiast zmuszać nas do refleksji nad jej prawdziwą naturą. Dlatego musimy zacząć od zobaczenia, gdzie jesteśmy. Nie ma superinteligentnej maszyny na horyzoncie. Jest tylko jej wąska, krucha imitacja, mylona z transcendencją. Inteligencja to relacja – taniec intuicji, niepewności, osądu i empatii. W swojej pełni, inteligencja nie jest indywidualna. Jest rozproszona w ciałach, systemach, ekosystemach i czasie.

Jedynym sposobem na wygraną jest nie grać w tę grę. Wizja AI, oparta na redukcjonistycznej fikcji, nie tylko nie rozumie inteligencji, ale ją spłaszcza. Wypiera inne sposoby poznania, zawęża wyobraźnię i niszczy naszą zdolność do poznawania samych siebie. Oparcie się mitowi superinteligencji to odzyskanie czegoś głębszego: naszej zdolności do poznawania, odnoszenia się i troszczenia się.

Musimy pamiętać i na nowo wyobrazić sobie głębię naszej inteligencji. Nie chodzi o ściganie się z maszynami, ale o odzyskanie tego, co naprawdę znaczy być inteligentnym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *