Polityka

OpenAI szykuje lobbingową ofensywę na czas po wyborach połówkowych w USA

OpenAI przygotowuje polityczną i wizerunkową kampanię na okres po wyborach połówkowych w USA. Jak informuje Axios, firma zakłada, że w Waszyngtonie będzie trudniej, jeśli Demokraci wygrają walkę o Izbę Reprezentantów.

Przez dwa lata duże firmy technologiczne związane z prezydentem Trumpem działały w sprzyjającym otoczeniu. Teraz rośnie presja regulacyjna, a część konkurentów już szuka kontaktu z Demokratami. Axios wymienia tu Metę.

Plan do 2028 roku

Za strategię odpowiada Chris Lehane, szef polityki publicznej OpenAI. Według Axios chce on kształtować debatę o AI aż do 2028 roku, łącząc nowe pomysły z przepakowanymi starymi. TechCrunch przytacza jego słowa, że tegoroczne wybory są „swego rodzaju zwiastunem tego, co zobaczymy w 2028 roku”. Lehane jest zresztą postacią, o której pisaliśmy już w maju, gdy próbował ratować wizerunek OpenAI.

Oś przekazu ma być prosta: AI nie zastępuje ludzi. Żeby to uwiarygodnić, firma proponuje wiążące zasady bezpieczeństwa, które rozwijają jej wcześniejsze pomysły. Lehane nazywa je „speed limits”, czyli ograniczeniami prędkości. W Kongresie nowej kadencji priorytetem OpenAI ma być przyspieszenie prac nad regułami dla modeli granicznych (frontier).

To nie jest nowa linia. We wrześniu OpenAI opublikowało dokument „The AI policy window is open. We need to act”, w którym popiera obowiązkowe krajowe wymogi bezpieczeństwa. 16 września pisaliśmy o poparciu firmy dla federalnego obowiązku audytów. Nowością jest raczej to, że te postulaty stają się częścią szerszej kampanii.

Centra danych jako „kampusy”

Drugi front to lokalny opór wobec centrów danych. Według Axios OpenAI chce przemianować je na „AI Compute Campuses” i obiecywać społecznościom, które je goszczą, korzyści gospodarcze. Business Insider przytacza wyjaśnienie rzecznika firmy: nazwa „compute campuses” lepiej oddaje skalę i rolę infrastruktury budowanej dla AI. Zmiana ma więc łagodzić skojarzenia, które budzą dziś zwykłe centra danych. TechCrunch podkreśla, że to na razie możliwy rebranding, a nie przesądzona decyzja.

Obawy mieszkańców dotyczą głównie zużycia energii i wody oraz wpływu na środowisko. Same obietnice miejsc pracy i dochodów mogą nie wystarczyć, jeśli nowa nazwa nie pójdzie w parze z konkretnymi zobowiązaniami wobec lokalnych społeczności. Na razie nie wiadomo, jakie to byłyby zobowiązania.

Temat wpisuje się też w szerszy kontekst kampanii. Pisaliśmy 1 listopada, że AI weszła do amerykańskiej kampanii, a wyborcy obawiają się jej bardziej niż polityków, którzy ją wspierają. OpenAI próbuje więc zająć pozycję, zanim układ sił w Kongresie się zmieni.