Prawo

Cień nad polskim AI Act. Służby specjalne poza kontrolą

Forteca bez nadzoru

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu oraz wywiad wojskowy właśnie wygrały batalię o autonomię technologiczną. Po miesiącach międzyresortowych tarć Ministerstwo Cyfryzacji ostatecznie zaakceptowało poprawki, które wyłączają systemy AI używane przez służby specjalne spod rygorów nowej ustawy wdrażającej unijny AI Act.

To koniec złudzeń o jednolitym systemie kontroli algorytmów w Polsce.

Zamiast nowo powstającej, cywilnej Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, nadzór nad cyfrowym orężem służb sprawować będzie Premier lub Minister Koordynator. W praktyce oznacza to, że służby będą kontrolować same siebie, ukryte za parawanem tajemnicy państwowej i bezpieczeństwa narodowego.

Argument siły i geopolityka

Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, nie przebierał w środkach, argumentując potrzebę wyłączenia. Według resortu ujawnienie mechanizmów działania algorytmów podmiotom zewnętrznym mogłoby narazić na szwank bezpieczeństwo państwa, szczególnie w obliczu agresywnych działań hybrydowych ze strony Federacji Rosyjskiej i Białorusi.

  • Służby zachowują pełną autonomię w doborze narzędzi AI.
  • Brak obowiązku audytu algorytmicznego przez zewnętrzny urząd.
  • Kontrola ograniczona do wewnętrznych struktur administracji rządowej.

Problem z kontrolą demokratyczną

Wątpliwości płynące z UODO oraz MSZ są miażdżące: organ nadzoru, który nie jest niezależny, przestaje pełnić swoją funkcję ochronną. Jeśli sędzia i zawodnik to ta sama osoba, standardy ochrony prywatności i danych osobowych stają się czystą deklaracją, a nie egzekwowalnym prawem.

Eksperci wskazują na niebezpieczny precedens.

Podczas gdy sektor prywatny i inne instytucje publiczne będą musiały sprostać surowym wymogom przejrzystości i bezpieczeństwa, najpotężniejsze narzędzia inwigilacyjne pozostaną w szarej strefie. Projekt ustawy nie definiuje nawet procedur kontrolnych dla systemów nadzorowanych przez Ministra Koordynatora, odsyłając jedynie do ogólnych przepisów o kontroli w administracji.

Co to oznacza dla obywatela?

Wizja cyfrowego Lewiatana, który analizuje dane obywateli bez realnego bezpiecznika w postaci niezależnego audytu, staje się w Polsce rzeczywistością. Choć wiceminister Dariusz Standerski obiecuje przyjęcie ustawy jeszcze w tym roku, jej obecna forma tworzy dwuwarstwowy system prawny.

Jeden dla cywilów, drugi dla tych, którzy mają dostęp do naszych najgłębszych cyfrowych tajemnic.

To klasyczny dylemat między bezpieczeństwem a wolnością, w którym szala została drastycznie przechylona na stronę państwowego aparatu, zanim pierwszy algorytm oficjalnie przeszedł certyfikację pod nowym prawem.