Wyszukiwarki

AI wyjada ruch z wyszukiwarek. Internet oparty na linkach traci grunt

Rosnąca popularność chatbotów generatywnych zmienia przepływ ruchu w sieci i podważa model, który przez dwie dekady zasilał internet: użytkownik szuka, klika link, a wydawca monetyzuje odsłonę. Dziś coraz częściej odpowiedź pada bezpośrednio w czacie, bez wizyty na stronie źródłowej.

Chatbot zamiast listy linków

Według danych cytowanych przez „Rzeczpospolitą”, w Stanach Zjednoczonych od lutego do sierpnia udział Google w wyszukiwaniu ogólnych informacji spadł z 73 do 66,9 proc. W tym samym czasie ChatGPT zwiększył swój udział z 4,1 do 12,5 proc. To nie tylko korekta preferencji użytkowników, ale realna zmiana nawyków: część zapytań przestaje generować kliknięcia.

Prognozy mówią wprost: w ciągu dwóch lat liczba użytkowników chatbotów AI ma przekroczyć miliard, z czego około 800 mln może korzystać z samego ChatGPT. Jeśli choć część tych interakcji pozostanie „bezklikowa”, skutki dla twórców i wydawców będą odczuwalne.

Efekt domina: mniej ruchu, mniej przychodów

Raport Similarweb wskazuje, że w czerwcu ruch z wyszukiwarek na ponad 100 mln stron spadł o 5 proc. rok do roku. Najmocniej ucierpiały serwisy zdrowotne, naukowe i edukacyjne — obszary, w których szybka, syntetyczna odpowiedź bywa dla użytkownika wystarczająca. „Doktor Google” zyskuje więc konkurencję w postaci „doktor Chatbota”.

Jeszcze wyraźniej widać to w mediach. Jak podaje „Rzeczpospolita” za Similarweb, w USA liczba odsłon na serwisach informacyjnych spadła z 2,3 mld do 1,7 mld między majem 2024 a majem 2025, czyli o 26 proc. Mniej kliknięć to mniej wyświetleń reklam i twardsze cięcia w redakcjach — błędne koło, które uderza w podaż wartościowych treści.

Napięcia w modelu finansowania

Na erozję przychodów z reklam nakładają się dodatkowe czynniki. Zwracana przez „Rzeczpospolitą” uwaga na interpretację dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, że donejty dla twórców nie są darowiznami, to sygnał, że alternatywne źródła finansowania także nie są wolne od ryzyka regulacyjnego. To istotne zwłaszcza w momencie, gdy odbiorcy coraz częściej konsumują odpowiedzi poza stronami źródłowymi.

Co mówią liczby, a czego nie mówią

Warto pamiętać, że statystyki HigherVisibility i Similarweb opierają się na estymacjach i panelach. Kierunek jest jednak spójny: mniej ruchu referencyjnego z wyszukiwarek i rosnący udział narzędzi konwersacyjnych. Spadek o 5 proc. może brzmieć niegroźnie, ale w skali setek milionów stron przekłada się na realne budżety — i decyzje o tym, czy opłaca się inwestować w nowe treści.

Przyszłość sieci: między wygodą a źródłem

Jeśli chatboty dalej będą odpowiadać „na miejscu”, presja na wydawców wzrośnie. Możliwe odpowiedzi rynku już widać: mocniejsze paywalle, umowy licencyjne z dostawcami AI, ograniczanie trenowania modeli na zasobach serwisów lub przeciwnie — szukanie szerszej dystrybucji treści w agregatorach. Stawką jest równowaga między wygodą użytkownika a finansowaniem źródeł, z których AI czerpie.

To nie „koniec internetu”, ale korekta architektury uwagi. Jeżeli ekosystem nie wypracuje mechanizmów wynagradzania źródeł, z których odpowiadają chatboty, zmaleje motywacja do tworzenia wiarygodnych treści. A bez nich nawet najbardziej elokwentna sztuczna inteligencja będzie miała coraz mniej do powiedzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *