Boom na AI rozgrzewa geotermię. Big Tech finansuje wzmocnione systemy geotermalne
Geotermia z niszy trafia do głównego nurtu energetyki, napędzana przez skokowy wzrost zapotrzebowania na prąd wywołany boomem na AI. Atut jest oczywisty: to zeroemisyjne źródło stałej, dyspozycyjnej mocy, rzadko spotykane wśród technologii czystej energii. Co więcej, w USA geotermia cieszy się szerokim, ponadpartyjnym poparciem – rzadki wyjątek w spolaryzowanej debacie klimatycznej.
Dotąd geotermia była ograniczona do miejsc, gdzie ciepło naturalnie przebija się bliżej powierzchni – jak Islandia. Efekt? Mniej niż 1% światowej produkcji energii i zaledwie 0,4% energii sieciowej w USA. Ten paradygmat może się jednak zmienić.
Nowy faworyt Doliny Krzemowej
Kapitał technologicznych gigantów płynie dziś do startupów rozwijających wzmocnione systemy geotermalne (Enhanced Geothermal Systems, EGS). Założenie jest proste, choć realizacja – skrajnie trudna: wykorzystać zaawansowane techniki wierceń z sektora naftowo-gazowego, by docierać głębiej, tworzyć sztuczne zbiorniki i pozyskiwać ciepło tam, gdzie natura nie była dotąd wystarczająco hojna. Eksplorowane są nawet rozwiązania inspirowane fuzją jądrową, pozwalające „topić” skałę i przyspieszać drążenie.
Jeśli koszty wierceń i stymulacji spadną, geotermia przestanie być geologiczną loterią: stanie się dostępna i skalowalna w wielu lokalizacjach, co radykalnie zwiększyłoby jej udział w miksie energetycznym. To perspektywa szczególnie atrakcyjna dla operatorów centrów danych walczących o 24/7 bezemisyjną energię – bez zależności od pogody.
Gorące nazwiska i pierwsze duże kontrakty
W centrum uwagi jest Fervo Energy z Houston, wspierane przez Billa Gatesa i Google’a. Spółka podpisała największy jak dotąd komercyjny kontrakt na energię geotermalną: 320 MW dla Southern California Edison. Po udanym pilotażu w Nevadzie Fervo „dramatycznie” skaluje projekt w stanie Utah i celuje w komercyjny rozruch w 2026 roku. Według relacji medialnych firma skróciła czas wierceń o 70% rok do roku, utrzymując wysokie temperatury i wydajności przepływu – sygnał, że krzywa uczenia działa.
To kamienie milowe, które trudno zignorować: z jednej strony rekordowy PPA, z drugiej – techniczny postęp tam, gdzie do niedawna dominowały slajdy i symulacje. Nic dziwnego, że padają tezy, iż geotermia może przejść z kategorii „nisza” do „konieczność”.
Polityka i prognozy idą w tym samym kierunku
W amerykańskiej administracji widać ciągłość wsparcia dla geotermii – nie doświadczyła ona cięć, które dotknęły inne obszary zielonej energii. Departament Energii podniósł swoją długoterminową projekcję: do 2050 roku technologie geotermalne mogłyby dostarczać w USA do 300 GW mocy. To skala przewyższająca ponad trzykrotnie dzisiejszą moc wytwórczą krajowego sektora jądrowego. Kontrast z obecną bazą jest ogromny: dziś geotermia w USA to poniżej 4 GW.
Na poziomie globalnym Międzynarodowa Agencja Energetyczna również koryguje oczekiwania w górę: potencjał geotermii do 2050 roku szacuje na ponad 800 GW, wobec około 15 GW dziś. W obliczu rosnącego, „AI‑napędzanego” popytu na energię to nie kosmetyka, lecz potencjalny zwrot akcji. Analitycy Rhodium Group oceniają, że geotermia mogłaby ekonomicznie pokryć do 64% prognozowanego przyrostu zapotrzebowania już na początku lat 30.
Zderzenie z rzeczywistością: bariery techniczne i rynkowe
Obietnica jest duża, ale równie duże są znaki zapytania. EGS wymaga ekstremalnie precyzyjnych, głębokich wierceń w trudnych warunkach geologicznych. To kapitałochłonne projekty o długim cyklu inwestycyjnym – ryzyko geologiczne, koszty stali i usług wiertniczych czy dostępność doświadczonych ekip mogą szybko wyczyścić arkusz kalkulacyjny. Eksperymentalne techniki „topienia” skał są obiecujące, lecz wciąż w fazie rozwoju, daleko od seryjnej, bankowalnej technologii.
Dochodzi kwestia oddziaływania na środowisko i akceptacji społecznej. Stymulacja skał może wiązać się z ryzykiem wstrząsów sejsmicznych, konieczne są też rozwiązania ograniczające zużycie i obieg wody. Na poziomie systemowym liczy się nie tylko pozyskanie mocy, ale także przyłącza i sieci przesyłowe – wąskie gardła, które opóźniają dziś wiele projektów w USA. Tymczasem zegar energetyczny AI tyka szybciej: centra danych powstają w tempie, które rzadko da się pogodzić z harmonogramem głębokich wierceń i rozbudowy sieci.
Jak odróżnić przełom od hype’u
Najbliższe lata będą testem dojrzałości EGS. Kluczowe wskaźniki? Realne uruchomienia komercyjne (jak plan Fervo na 2026 r.), powtarzalność wyników poza miejscami pilotażowymi, współczynniki wykorzystania mocy oraz trend kosztowy LCOE. Równie ważne będą warunki kontraktów PPA: czy geotermia potrafi cenowo rywalizować nie tylko z gazem, lecz także z zestawami „wiatr/słońce + magazyny”, oferując przy tym bezcenny atrybut pracy 24/7.
Jeśli te klocki klikną, geotermia może stać się energetycznym fundamentem ery AI – nie sezonową ciekawostką. Jeśli nie, pozostanie ważnym, lecz ograniczonym uzupełnieniem miksu, a rosnący popyt Big Techu trzeba będzie zaspokajać mniej idealnymi rozwiązaniami. Na razie są powody do ostrożnego optymizmu: kapitał płynie, projekty rosną, a prognozy przestają być zachowawcze. Teraz czas na dowody w megawatach, nie w prezentacjach.
