EnergetykaInfrastruktura

AI napędza drugą falę frackingu i wielkich farm danych. Kto zostanie z rachunkiem?

W ciągu ostatnich miesięcy głośno zrobiło się o kilku gigantycznych inwestycjach w centra danych, które zamiast polegać na lokalnych sieciach energetycznych wybierają bezpośrednie zasilanie z gazu łupkowego. Najszerzej opisywany przez prasę przykład to projekt Horizon — kompleks zaczynany przez startup Poolside we współpracy z CoreWeave na ponad 500 akrach zachodniego Teksasu. Firma zapowiada, że obiekt zapewni około 2 gigawatów mocy obliczeniowej, co dla porównania równa się zdolności elektrycznej zapory Hoovera — tyle że energia ma pochodzić ze spalania gazu frackowanego w Permian Basin.

To nie izolowany przypadek. OpenAI otwarcie przyznaje, że ich największe centrum Stargate w Abilene wymaga setek megawatów: według komunikatów kompleks potrzebuje około 900 megawatów rozłożonych na osiem budynków oraz nowej elektrociepłowni napędzanej turbinami gazowymi. Meta planuje z kolei inwestycję wartą 10 miliardów dolarów w hrabstwie Richland w Luizjanie — obiekt o zapotrzebowaniu rzędu 2 gigawatów, zasilany przez koncesję Entergy na trzy duże elektrownie gazowe.

Skutki dla społeczności i zasobów

Mieszkańcy miejsc, które stały się celami takich inwestycji, nie kryją niezadowolenia. Arlene Mendler, która mieszka naprzeciwko Stagate, opisuje zmianę krajobrazu — wyrąb mesquitów, ciągły hałas budowy i intensywne oświetlenie nocne, które zastąpiło „spokój i ciszę”, po które przyjechała 33 lata temu.

Drugim, równie palącym problemem jest woda. Zachodni Teksas boryka się z suszą, a rezerwy miejskie często są ograniczone. Korporacje wskazują, że nowoczesne systemy chłodzenia obiektów będą zamknięte i wymagają niewielkich ilości wody rocznie po początkowym napełnieniu. Jednak badacze, jak profesor Shaolei Ren z UC Riverside, przypominają, że niższe zużycie bezpośrednie nie oznacza zerowego wpływu — większe zapotrzebowanie na energię prowadzi do większego zużycia wody tam, gdzie paliwo jest wytwarzane.

Dlaczego fracking? Geopolityka i presja na moc

Argumenty branży są trzy: skala zapotrzebowania na moc, szybkość wdrożenia i geopolityczna konkurencja. Chris Lehane, szef ds. globalnych spraw w OpenAI, mówił otwarcie o konieczności szybkiego zwiększenia mocy, by „nie oddać pola” Chinom, które tempo budowy mocy elektroenergetycznej zawyżają o setki gigawatów rocznie.

Politycznie pomysł dostał wsparcie — w lipcu 2025 r. administracja federalna wydała dekret przyspieszający pozwolenia i oferujący zachęty dla projektów zasilanych paliwami kopalnymi i energią jądrową, wyraźnie wykluczając odnawialne źródła z tej pomocy. To legislacyjne „przepchnięcie” zwiększa prawdopodobieństwo, że nowe centra i towarzyszące im elektrownie gazowe powstaną szybciej, niż da się zaplanować alternatywy.

Ekonomia, zależności i ryzyko pozostawionych kosztów

Na szczeblu korporacyjnym powstaje sieć wzajemnych zależności: dostawcy modeli, producenci chipów, operatorzy chmur, firmy budujące centra danych — wszyscy kupują od siebie nawzajem usługi i infrastrukturę. To napędza inwestycje, ale także mnoży ryzyko systemowe. Jeśli popyt spadnie, pozostanie dużo kosztownej, niewykorzystanej infrastruktury. Financial Times i inni komentatorzy ostrzegają przed możliwą falą „stranded assets”.

Sceptycy zwracają też uwagę, że nowe elektrownie być może wcale nie są potrzebne. Badanie Duke University wskazuje, że sieci energetyczne wykorzystują przeciętnie zaledwie około 53% dostępnej mocy w ciągu roku. Gdyby centra danych elastycznie redukowały obciążenie w godzinach szczytu, sieci mogłyby przyjąć znaczną część prognozowanego popytu bez budowy nowych elektrowni — według wyliczeń byłoby to nawet kilkadziesiąt gigawatów.

Jednak kontrakty długoterminowe (Poolside/CoreWeave, gwarancje Meta wobec Entergy na 15 lat) sprawiają, że lokalne społeczności mogą zostać z kosztami utrzymania i spłatą inwestycji, nawet gdy technologiczna gorączka minie. Pojawia się pytanie o to, co stanie się z tymi regionami, gdy operatorzy odejdą lub zredukowana zostanie działalność.

Alternatywy i realny czas transformacji

Przemysł nie ignoruje czystych technologii — wiele firm z branży i inwestorów weszło w małe reaktory modułowe, instalacje słoneczne czy start‑upy fuzyjne, jak Helion czy Commonwealth Fusion Systems. Jednak skala i tempo komercjalizacji tych rozwiązań pozostają niepewne; nawet optymistyczne scenariusze mówią o latach, a nie miesiącach.

Tymczasem codzienny użytkownik AI pozostaje zwykle nieświadomy: gdy generuje film czy korzysta z zaawansowanych modeli, rzadko pyta, skąd pochodzi energia zasilająca serwery. Firmy liczą na tę niewiedzę, pozycjonując gaz jako pragmatyczne rozwiązanie na gwałtowny wzrost zapotrzebowania.

Co dalej?

Decyzje podejmowane teraz — polityczne przyspieszenie pozwoleń, umowy długoterminowe, lokalne inwestycje w elektrownie gazowe — ukształtują energetyczny i środowiskowy bilans regionów na dekady. Kluczowe pytania brzmią: czy musimy palić gaz, by rozwijać AI tak szybko, jak to się dzieje, oraz kto zapłaci za koszty społeczne i środowiskowe, gdy boom minie?

Odpowiedź wymaga nie tylko technologicznych innowacji, ale i bardziej racjonalnego planowania popytu, elastyczności sieci, a także transparentnych rozmów z mieszkańcami dotkniętych terenów. Bez tego ryzyko, że lokalne społeczności zostaną pozostawione z hałdą niechcianych inwestycji i pogorszonymi warunkami życia, pozostanie realne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *